Menu
menu      Strona Główna
menu      piekne dziewczyny zdjęcia tapety
menu      piękne umięśnione łydki kobiety
menu      piękne ciała na pulpit
menu      piękne Domki drewniane
menu      piękne domy-projekty
menu      piękne dziewczyny w Rzeszowie
menu      piękne kobiety info
menu      piękne kobiety w pończochach
menu      piekne kobity w rajstopach
menu      piękne miejsca w Polsce
appel Ă  projets newcs mgcamd skrypt moga moj by kryzysow narzeczon razem ze solid security gdask

Oglądasz posty wyszukane dla zapytania: piękne obrazki z miłości





Temat: USA uznały trzy czeczeńskie organizacje za terr...
USA uznały trzy czeczeńskie organizacje za terr...
Rosja otrzymala w koncu to, o co od dawna sie usilnie starala:
blogoslawienstwo swiatowej opinii publicznej na wojne w
Czeczenii, konkretnie zgode Zachodu na te wojne. Latwo to bylo
przewidziec tuz po 11 wrzesnia, gdy Putin skwapliwie poparl
wojne z terroryzmem - Czeczeni pasuja do zachodniego (co nie
znaczy, ze prawdziwego) obrazka fundamentalizmu islamskiego jak
ulal. Jakis czas temu na forum Onetu roztoczylam lekko
makabryczna wizje nowego "roponosnego" obrazu swiata: wojna w
Iraku, eliminacja z rynku ropy OPEC dzieki zejsciu z cena przez
miedzynarodowe koncerny do 15 dolarow za barylke i nowy podzial
swiata na "roponosne sfery wplywow" pomiedzy USA i Rosje.
Ostrzegalam tez Polakow, slepo zakochanych w Bushu Juniorze
(czego nie pojmuje, bo ani piekny, ani madry. I zapewne skapy,
choc zapewnie bogaty), ze w tym nowym podzialle swiata, dzieki
polskiemu "tak" w NATO, Polska - tym razem na mocy gospodarczych
ukladow - powroci do Matuszki-Rossiji. Rzecz jasna,
rodzime "jastrzebie" sie na mnie wydarly, bo jest najciezszym
grzechem brak milosci i zaufania do tej calej Ameryki, a juz
okrutna herezje jest brak umilowania Juniora i posadzanie go o
robienie interesow na boku z duzo dla US od Polski wazniejsza
Rosja. Probowalam tlumaczyc, jak soltys krowie na miedzyy, ze
interes w wojnie w Iraku i...rosyjskiej ropie moze miec pan
Guzowaty, ale napewno nie pan Kowalski. Przypominalam (o czym i
dzis w Gazecie), ze Rosjanie zdecydowanie chca kupic polskie
rafineria, z gdanska na czele, nie po to, by przerabiac w nich
amerykanska rope itd.itp.- jak grochem o sciane i hurra na
Bagdad. A teraz wyglada na to, ze moja nowa wersja "ludluma" sie
sprawdzi: Rosja ma zgode na rozprawienie sie z Czeczenami
(i "wyzwolenie" dla Rosji ropy Kaukazu i Zakaukazia), za co nie
bedzie juz dluzej przeszkadzac panu Bushowi w jego dziejowej
misji "wyzwolenia" irackiej ropy spod panowania Irakijczykow. I
ze ten powrot Polski do Matuszki-Rossiji jest blizej i blizej...



Temat: Szczerze aż do bólu
Zatytułowałaś szczerze do bólu, to ja też właśnie do bólu szczerzy Ci
odpowiem. I zapewne to nie jest to czego się spodziewasz, ale trudno. Nigdy,
ale to nigdy nie miej czelności taragać się na własne życie. Wiem, że czasem
jest źle, że czasem chciałoby się po prostu zniknąć i już nigdy nie musieć
stawiać czoła problemom. Ale to jest za łatwe, egoistyczne i jest wyrazem
słabości. Może to moje przeżycia powodują że mam taki a nie inny stosunek do
samobójstwa. Najbliższa mi osoba ma za sobą dwie próby, to straszne przeżycie
dla rodziny. Jeżeli myślisz że byłabyś w stanie zgotować rodzicom i bliskim
takie piekło, to gratuluję pomysłu. Kiedyś pisałaś, że nie powiesz rodzicom o
chorobie, a zapewniam Cię że ta informacja byłaby dla nich trudna, ale też
byłaby niczym w porównaniu z bólem jakiego by doznali gdybyś chociaż próbowała
coś sobie zrobić.
Jesteś chora, chorzy ludzie powinni szukać pomocy. Piszesz że nie możesz
przestać jeść, ja też czasem nie mogę, ale co z tego. Nie tracę wiary, że
któregoś dnia będe potrafiła przestać. I to nie sa wydumane stwierdzenia, ale
wszystko zależy od Ciebie. Nie dajesz rady sama, szukaj pomocy u specjalisty,
szukaj pomocy u rodziny, przyjaciół. Przemyśl to wszystko, nie głoduj, bo
między innymi stan wygłodzenia Twojego organizmu powoduje napady. I wiesz co,
może spróbuj spojrzec na to z innej strony. Ciało jest tylko opakowaniem,
kiedyś i tak nie wygrasz z naturą, za kilkadziesiąt lat... a to co w głowie
sie nie zestarzeje. Czy wspominając swoją młodość chcesz widzieć tylko obrazy
bulimicznych zachowań. Ja juz zniszczyłam kawał swojego życia, bardzo żałuję,
bo miałam szansę na piękne wspomnienia z tamtego okresu, ale zmarnowałam ją.
Nie marnuj swojej szansy.
I nic więcej nie mogę napisać ponad to że uważam że powinnaś podjąć leczenie,
ale musisz tego chcieć, musisz podjąc wysiłek i walczyć. Stawką jest życie,
możesz je wygrać albo zmarnować. Wybór należy do Ciebie.
Mimo wszystko trzymam za Ciebie kciuki.

Może zacznij od tego żeby starać się normalnie jeść, żeby się nie głodzić. Z
doświadczenia wiem, że systematyczne posiłki pomagają walczyć z napadami.
Spróbuj wytrwać, już niedługo zobaczysz efekty. Ale na miłość Boską, 300 kcal
to proponuję zjeść na śniadanie, a potem jeszcze ze 4 posiłki w ciągu dnia.
Pozdrawiam






Temat: co to jest sztuka ?
To bylo Piekne - Katolsko-Wolominskie :O))
ysle, ze na drugie powinienes zafundowac sobie "lom_z_lomianek, i kazac sie
pokropic.
Zakipiales przepiekna miloscia blizniego - pewnie jeszcze nia dyszysz. Przyznaj
sie hultaju )) Czy moge zwracac sie do ciebie 'prosze ksiedza'? Raczej watpie
by jakis laik mogl kiedykolwiek zapalac tak swietym oburzeniem jak ty.
.
Cees powiedzial ci prawde a ty zamiast uczyc sie od madrzejszego walczysz z
niewygodnymi faktami. Gdyby galeria w NY wystawila Nieznalska to nie byloby
zadnej sprawy o rozpowszechnianie. Zwlaszcza gdyby, tak jak to mialo miejsce w
Polsce, publika informowana byla, o tym, co bedzie ogladac.
W konsekwencji wystawienia takiej instalacji mogloby zostac wstrzymane badz
wycofane finansowe wsparcie galerii, ale nic poza tym. Galerii nie mozna
podciagnac pod rozpowszechnianie - tak jak telewizji. Galeria to nie masowa
prasa - nie rzuca sie w oczy tytulami czy obrazkami.
Nawiasem mowiac ta awantura o ktorej wspomina Cees, podobnie jak ta w Polsce,
wynikla z ignorancji tych co podniesli raban. Artysta byl Afrykaninem z regionu
w ktorym odchody slonia sa symbolem obfitosci i dobrobytu (kto ma do nich tam
dostep, ten ma dostep do budulca, drogocennego nawozu, domaterialu
opalowego). "Co dla jednych zlotem dla innych jest lajnem..." Awantura wybuchla
wiec na gruncie nieznajomosci roznic kulturowych.
.
Nieznalska ma takie samo prawo do uzywania symbolu krzyza jak ty czy jakis inny
biskup - tak dlugo jak nie jest jej celem szarganie tego symbolu i obrazanie
waszych uczuc. Innymi slowy, nie masz prawa do wylacznosci na sposob uzywania
tego symbolu. Wiem ze bardzo bys chcial, a reszta Nygusow z toba - ale nie
masz. Chocbys skichal sie na stojaco i ze zlosci pekl ))
Uspokoj sie wiec moze...
.
K.P.




Temat: browanx :DDDDD

no Bracie )))) to dla Ciebie ))

DEZYDERATA
Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech i pamiętaj, jaki spokój można
znaleźć w ciszy.

O ile to możliwe bez wyrzekania się Siebie bądź na dobrej stopie ze wszystkimi.

Wypowiadaj Swoją prawdę jasno i spokojnie, wysłuchaj innych, nawet tępych i
nieświadomych, oni też mają swoja opowieść.

Unikaj głośnych i napastliwych, są udręką ducha.

Porównując się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały, bowiem zawsze
znajdziesz lepszych i gorszych od siebie.

Niech Twoje osiągnięcia zarówno jak plany będą dla Ciebie źródłem radości.

Wykonaj swą pracę z sercem, jakakolwiek byłaby skromna, ją jedynie posiadasz w
zmiennych kolejach losu.

Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa.

Niech Ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty, wielu ludzi dąży do wzniosłych
ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu.

Bądź Sobą, zwłaszcza nie udawaj uczucia.

Ani też nie podchodź cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i
rozczarowań ona jest wieczna jak trawa.

Przyjmij spokojnie co Ci lata doradzają z wdziękiem wyrzekając się spraw
młodości.

Rozwijaj siłę ducha, aby mogła Cię osłonić w nagłym nieszczęściu. Lecz nie
dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności.

Obok zdrowej dyscypliny bądź dla siebie łagodny.

Jesteś dzieckiem wszechświata nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być
tutaj.

I czy to jest dla Ciebie jasne czy nie wszechświat bez wątpienia jest na dobrej
drodze.

Tak więc żyj w zgodzie z Bogiem, czymkolwiek On ci się wydaje, czymkolwiek się
trudzisz i jakiekolwiek są Twoje pragnienia, w zgiełkliwym pomieszaniu życia
zachowaj spokój ze swą duszą.

Przy całej swej złudności, znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat.

Bądź uważny. Dąż do szczęścia.

Znalezione w starym kościele Św. Pawła w Baltimore. datowane 1692r.

*********

do tego posyłam:

www.proszynski.pl/ksiazki/images/teleranek.jpg

www.zemstablondynek.webpark.pl/obrazki/piwo.jpg

www.tawerna.art.pl/images/piwo.jpg

*********

Całusy Ola ))




Temat: Tradycyjne zdobienie okien na Zawodziu
Axl !!!
Proszę cię przestań już się ośmieszać.
Najpierw piszesz że:
"bo nie potraficie dostrzec piękna Bożego w naturze którą
stworzył."
Co świadczy o tym, że powinienieś wiedzieć co w twoim i twoich bliźnich życiu
jest i powinno być najlepsze, bez podpierania się Biblią

A później
"Katolik musi coś widzeć żeby uwierzyć, dlatego wiesza sobie bożki,
figurki, obrazki i się do nich modli, bo nie potrafi przez wiarę zwrócić się do
Niewidzialnego, choć ten jest blisko tych którzy go szukają. A Boga nie
znajdzie się przez tradycje pogańskie, które tyle razy potępił w Biblii. Dal
mnie ważniejsze jest to co Bog od nas oczekuje, a nie oddawanie mu peseudo czci
w sposób jaki się nam podoba. Powtórze raz jeszcze, tradycje ludzkie,
pogaństwo, bałwochwalstwo czy nawet czczenie Marii i innych świętych to
praktyki które Bóg dosłownie potępia w Bibli i nikt nie może temu zaprzeczyć,
kto choć trochę miał z nią doczynienia."
Czyżbyś był tym krytykowanym przez siebie "katolikiem"?
Przecież Pismo Święte (i stary i nowy testament), nie było pisane ręką Boga
tylko rękami ludzi z krwi i kości. Więc na 100% nie możesz być pewny,że to
są "słowa" Boga.
A tak na marginesie, pisząc "Twoim tokiem" - Bóg po wyprowadzeniu ludu z ziemi
egpskiej, przekazał nam 10 jego przykazań, jak żyć i 2 przykazania miłości.
Jednym z nich jest "Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego" i
jeżeli się stosujesz do zaleceń Boga a po twoich wpisach można odnieść wrażenie
że tak, to twoje słowa, że Włodek to ciemnogód i tym podobne ... hmm zostawię
bez komentarza. A swoją drogą czasami miło się czyta jak ludzie potrafią sami
siebie krytykować.




Temat: SŁOŃCU - JEDYNEJ ADRESATCE
SŁOŃCU - JEDYNEJ ADRESATCE
Pudeko zakurzone trochę, otwierane czasem. Leżą tam drobiazgi drogie tylko
dla ich właściciela.
Każdy coś znaczy, każdy ma swą historię.
Nie wszystko tam można włożyć. Sms-y pozostaną w telefonie, ponad setki
wirtualnych listów nie da się spiąć żadną wstążeczką i położyć obok.... Leża
tam dwa kwity kasowe, każdy opiewa na tą sama kwotę. Płacisz jednakową cenę
za miłość, mimo upływu lat.
Wystarczy zamknąć oczy, a obrazy stają przed oczyma.

Nie potrafię już Ci mówić piękniejszych słów. Wszystkie piękne wiersze
oddałem Ci. Wygłaskałem każde słowo przed wysłaniem go Tobie. Te słowa aż
kapały. Zakląłem w tych słowach wszystko. Nie nasiąkłaś nimi, przegrałem
bitwę o Wszystko.
Oczy już nie potrafią płakać.
Nie umiem dać Ci więcej niż serce. Pokazałem Ci wszystko co dać Ci mogę,
wiesz co to jest. Wiesz, że nie mam już nic więcej by Ci dać....
Już nie walczę o Ciebie, nie potrafię już.

Słońce mi zachodzi, biegnę za nim, ono szybciej zachodzi niż ja biegnę.....
Nie uciekaj przede mną.....

Tuż przed chwilą obok – jeszcze ciepłe miejsce – teraz już zimne. Chwytałem
to ciepło garściami, byłaś tu przecież przed chwilą.....

Pamiętasz jak Cię niosłem, co Ci obiecałem na Placu Zamkowym, gdy powiesz
mi „tak”?
Tym jednym słowem zaniosłabyś mnie do nieba.
Co zrobiłas ze spódnicą, pamiętasz?
Pamiętasz nadawanie gwiazdek?
Świeca nie dopalona, kapiące Twe łzy. Stało się.......

Bezsilnie walę pięścią w kierownicę, pełna moc z głośników ogłusza, ale nie
myśli. One i tak są..... Zawsze przebijają się. „Mój” utwór, który będzie mi
Ciebie zawsze przypominał - rozbija mnie...
Dalczego, dl;aczego, dlacego, dlaczego, dlaczego, dlaczego, dlaczego,
daczego............ tak stało się, że zostałem bez Ciebie? Napiszę zażalenie
do Pan Boga, czy on uwzględnia coś takiego? Przecież jest Bogiem, co to dla
Niego?

Ja nie chcę złego zakończenia - wrzeszczy mały chłopiec. Złości się i tupie
nóżkami. Co mam mu powiedzieć? Mówiłem już wszystko – wzdycha starszy.

Otwieram oczy. Pudełko obok.
Pamiętaj o mnie, bo ja nigdy nie zapomnę........... Jeśli zapukasz, drzwi
będą otwarte. Nie płacz już proszę....

Wy którzy właśnie parskacie śmiechem darujcie sobie, odejdźcie. Proszę.




Temat: KAMYK Agaty MIklaszewskiej
KAMYK Agaty MIklaszewskiej
"Kamyk"- powieściowy debiut Agaty Miklaszewskiej- otwiera i zamyka opis świąt
Bożego Narodzenia. Te dwa, różne od siebie obrazki doskonale uchwyciły
atmosferę chwil- zapamiętane z dzieciństwa spotkania z dziadkami i te drugie,
inne i samotne święta. Dawniejszy widok musi wzruszyć i sprawić, choć to
dopiero kilka stron, że książka dotyka osobiście i odnosi się do życia
czytelnika.

Bohater- nie znamy jego imienia- urodził się i wychował w górach. Jego
rodzice prowadzą schronisko. Zapomniana przez ludzi okolica, ożywająca nieco
w sezonie turystycznym, to dobre miejsce, by żyć bez telewizji, rozmawiać,
budować więzi, żyć bardziej prawdziwie. Narrator ma brata. Przez wiele lat
byli nierozłączni, nie kłócili się- rzadko zdarzają się takie rodzeństwa.
Dopiero śmierć ukochanego ojca pokaże różnice między nimi- jeden w swej
samotności palić będzie ogniska, w miejscu, w którym ostatni raz palili z
ojcem. Drugi zapamiętale wykuwać będzie tunel w lodowcu- stąd okładka, która
sprawia, że książka sama pcha się do rąk.

Po latach, jako życiowy rozbitek będzie musiał wrócić do opuszczonego i
zaniedbanego domu, w którym się wychował. W tym poszukiwaniu siebie w dawno
minionych wspomnieniach jest pewne podobieństwo do "Jeżynowego wina" Joanne
Harris. W obu przypadkach bohater musi uwierzyć - w cokolwiek-, odnaleźć
siebie by jego życie odzyskało sens. W obu książkach szuka się głębi poza
wielkimi skupiskami ludzi, w odosobnieniu kontemplując rzeczywistość. O czym
jest "Kamyk"? O miłości- także tej w rodzinie- i samotności. O sile, jaką
można znaleźć w dawno zapomnianych miejscach. Skąd tytuł? Góry pełne są
kamieni, które jako jedyne zdają się być niezmienne- kamyki pojawiają się w
książce Agaty Miklaszewskiej niczym refren- zbierane przez bohatera,
sprzedawane, tworzące krajobraz…

Atutem książki jest elegancki język- to odróżnia publikacje Wydawnictwa
Czarne od innych rynkowych propozycji- staranny i piękny język. Pełna wiary
powieść Agaty Miklaszewskiej ma w sobie coś z przypowieści. "Kamyk" to
rozgrywająca się w lodowej scenerii ciepła opowieść familijna dla wilków
stepowych. Tak naprawdę- dla każdego. To jeden z tych tytułów, które nawet w
czasie gorących przygotowań do świąt potrafią roztoczyć wokół człowieka
ochronny parasol i nie dopuszczać do niego żadnych zdarzeń, które nie mają
miejsca na kartach książki.




Temat: Antypolskie oblicze Czesława Miłosza
Okropnie sie Lancecie wymadrzasz
Madrosc to ma do siebie, ze jest - pokorna. Twoj ton zas, w swej
zarozumialosci, jest nadety i bufonowaty.

Majda zarzucil Miloszowi (miedzy innymi), ze jest wrogiem jezyka polskiego.
Jest to absurd, ktorego oczywistosc jest ewidentna dla kazdego przecietnie
inteligentnego osobnika, ktory przeczytal choc jeden wiersz lub krotki esej
Milosza, ze nie wspomne o jakiejkolwiek jego powiesci. Nie o to nawet chodzi,
ze pisal w jezyku polskim - wylacznie! - ale o to jak tym jezykiem potrafil sie
poslugiwac.

***
"Tomasz urodzil sie w Giniu nad Issa w porze, kiedy dojrzale jablko spada ze
stukiem na ziemie w ciszy popoludni, a w sieniach stoja kadzie brunatnego piwa,
ktore warzy sie tutaj po zakonczeniu zniw. Ginie to przede wszystkim gora
zarosla debami. W tym, ze zbudowano na niej drewniany kosciol, kryje sie
intencja wroga dawnej religii albo, byc moze, chec przejscia od dawnej do nowej
bez wstrzasow; na tym miejscu odprawiali kiedys swoje obrzedy ofiarnicy boga
piorunow. Z trawnika przed kosciolem, opierajac sie o ogrodzenie z glazow,
widzi sie na dole petle rzeki, prom z wozkiem na nim, posuwajacy sie powoli
wzdluz liny, za ktora ciagnie miarowo reka przewoznika (nie ma tu mostu),
droge, dachy miedzy drzewami. Nieco z boku stoi plebania z szarym dachem z
drewnianych gontow, podobnym do korabia na obrazkach. Wszedlwszy na schodki i
nacisnawszy klamke, stapa sie po posadzce z wytartych cegielek ulozonych
ukosnie w jodelke, a swiatlo pada na nia przez zielone, czerwone i zolte
szybki, ktore budza podziw dzieci."
***

To zaledwie probka, pierwsza z brzegu, sposobu w jaki poslugiwal sie jezykiem
polskim Czeslaw Milosz. Trzeba jezyk darzyc wrecz miloscia aby potrafic tak
pieknie nim sie poslugiwac. Kto zatem gada, ze Milosz byl wrogiem jezyka
polskiego, delikatnie sie wyrazajac, nie wie co mowi. Milosz wrecz kochal mowe
polska. Kto tego nie dostrzega, sam nie zna jezyka polskiego.




Temat: Czy czytalibyście dalej?
Czy czytalibyście dalej?
Zależy mi na szczerej opinii. Czy po przeczytaniu "pierwszej strony", czyli
tego, co poniżej, mielibyście ochotę czytać dalej? Pierwszy raz w życiu
decyduję się na napisanie czegoś w rodzaju romansu, ale... no właśnie... Co
myślicie?

Tęsknota. Wyrażenie jej w wierszu czy w muzyce byłoby proste. Ale nie w
malarstwie. Kiedyś nie stanowiłoby to może aż takiej trudności. Teraz ponad
siedemdziesięcioletni Feliks musiał wykorzystać rzadkie chwile, kiedy jego
dłonie nie trzęsły się. Chwile, kiedy czuł się na tyle dobrze, by móc wziąć
pędzel do ręki. Chwile, kiedy obrazy w pamięci były wyraźne i mogły zostać
przeniesione na płótno. Dziś był jeden z takich dni.
Tęsknota. Gdyby spojrzał w lustro i namalował swoją twarz, swoje oczy… Jednak
nie gustował w autoportretach. Na swoich obrazach nie przedstawiał też
krajobrazów, budowli, ani nawet ludzi. Poza nią. Poza Marią. Od ponad
trzydziestu lat malował tylko ją. Przedstawiona na płótnie, czasem się
uśmiechała. Częściej jednak była zamyślona. Nie smutna, ale z pewnością
zamyślona.
Tęsknota. Maria nie bywała zamyślona. W całym swoim długim życiu nie spotkał
nigdy kogoś równie beztroskiego. I równie bezwzględnego. Była piękna i
wiedziała o tym. Była bożyszczem mężczyzn i potrafiła to wykorzystywać. On
również stał się jej ofiarą.
Pamiętał jej twarz. O tak, pamiętał doskonale. Każdy szczegół. Ale nigdy nie
zobaczył w niej choćby śladu tęsknoty. Dlatego właśnie tak trudno było mu ją
teraz namalować. Oddać w oczach Marii ból i tęsknotę, których nigdy u niej
nie widział. Zmienić ją, choćby tylko tu, na obrazie. Sprawić, by go
potrzebowała.
Jego Maria.

Duma. Hubert nie miał ochoty zadawać się z kimś takim, jak Daria. Wiedział,
że jej się podoba, ale ona nie podobała mu się zupełnie. Nie lubił dziewczyn
w okularach, a ona je nosiła. Wolał blondynki, a ona była brunetką. Był
wysoki, a ona bardzo niska.
Duma. Miał mocną pozycję w swoim liceum. Przez rok bił się z każdym, kto
tylko ośmielił się z nim zadrzeć. Najszybciej biegał, najdalej skakał,
najlepiej grał w piłkę. Dobrze wiedział, że połowa dziewczyn ze szkoły kocha
się w nim i że nie ma takiej, której on nie mógłby zdobyć. Miał twarz amanta.
Wyglądał dużo doroślej, niż jego rówieśnicy. Oryginalności dodawały mu długie
włosy i oczy koloru miedzi.
Duma. Nie chciał psuć sobie reputacji. A to właśnie stałoby się, gdyby zaczął
zadawać się z bardzo przeciętnej urody niską brunetką w okularach z grubymi
oprawkami, o imieniu Maria.

Niemoc. Kiedy myślała o niespełnieniu, słowo „nigdy” brzmiało jak wyrok.
Nieodwracalność. Niemożność cofnięcia czasu. Brak nadziei. Powolne umieranie.
Niemoc. A jednocześnie świadomość tego, że jej obecne życie to suma wyborów,
jakich dokonała przed laty. Była niedobra. Zła. Dla ludzi, a dla mężczyzn w
szczególności. Kiedy jest się młodym, wszystko wydaje się wieczne. Czas nie
ma znaczenia, bo nawet trudno zauważyć, że mija, choć wokoło dzieje się tak
wiele.
Niemoc. Teraz nie dzieje się nic. Dni są do siebie podobne. Czas odmierzany
jest kolejnymi filiżankami gorzkiej herbaty, popijanej w samotności.
Przyczyną smutku nie jest jednak brak kogoś, ale świadomość, że ten ktoś mógł
być. I to nie los sprawił, że tak się nie stało. Tak zdecydowała sama Maria.

Miłość. Wczoraj matka powiedziała jej, że to normalne. Że sama też nie raz
płakała w poduszkę. Że to mija, jak pory roku. Że nie pierwszy i nie ostatni
raz jest zakochana.
Miłość. Najtrudniej zrozumieć, że ktoś jej nie chce. Nawet nie samej miłości,
ale ciebie. Twojej osoby, twojej przyjaźni czy choćby twojego towarzystwa. W
jakiś sposób to uwłacza, kłuje w serce. Czujesz się niepotrzebny. Zbędny.
Trędowaty.
Miłość. Daria już wie, że spróbuje znów. Ostatni raz.




Temat: jak wybaczyć i zapomnieć zdradę emocjonalną???
Dzięki za odzew.Ja silna?Nie wydaje mi się...właśnie gdybym wystawiła walizki
uważałabym się za silną.
Ja naprawdę go kocham,problem w tym ,ze już tego nie potrafię okazać ,albo on
tego nie dostrzega.Od miesiąca nie wchodzi do skrzynki,nie kontaktuje się z
babami(zreszta sama,,dałam im popalić''),ale na pytanie-czy może mi pokazać
swoją skrzynkę(CHOĆ SWOJĄ DROGĄ MAM DO NIEJ HASŁO- o czym on nie wie
oczywiście),zmienia temat.
Myślę,że mogłabym mu to wszystko wybaczyć,gdyby wreszcie przyznał się do
błędu,był uczciwy,dał mi oficjalnie hasło(on moje zna,bo nie wyobrażam sobie
mieć tajemnic przed własnym mężem)
A tymczasem ciągle kłamie,ze do nikogo nie pisał ponownie itd.
Wtedy mam największą ochotę wygarnąc mu ,ze wiem w 100%,że kłamie,bo sama
widziałam maile od panienek,sądzi,że to tylko moje domysły i dlatego mnie
oszukuje.

Dlaczego nie odejdę?T o nie jest takie proste ,jak się niektórym wydaje.Wiele
nas łaczy,bardzo wiele wspaniałych wspomnień,teraz też bywa dobrze -na dzień
Matki np.dostałam piękny bukiet kwiatów od synka(6-mcy)i życzenia milości w
serduszku od synka i taty...jak oboje mi to wręczali ,aż łezka się w oku
zakręciła
O nasze Maleństwo też walczyliśmy długo i oboje przeszliśmy bardzo ciężką
drogę,więc to nie jest tak,że moj mąż jest całkiem do niczego...wiele by tu
pisać...
zranił mnie jednak bardzo i tego co zrobił nie mogę zrozumieć,tak łatwo
wybaczyć,ani zapomnieć

kiedyś po klotni ze mną(wojna ,jak zwykle o internet)napisał taki wiersz:
,,Kiedy się złościsz
chmur myśli tysiącem
spadają na ziemię
i wiatrem targane
pustoszą mi świat
słow nic znaczących krzesaniem
i oceany wiary
co wzbierając
sięgać się nieba zwykle dawały na swych dnach
zgorzknienia otchłani topią
nadzieii obrazy
i w deszczu strugach
jak w karze jakiejś
co ponadczasowy wymiar przybiera
stoję iczekam
bo kiedy się złościsz
jestem i moknę
kocham
i nie narzekam"

Piękne,prawda?Szkoda tylko,że innym też pisał wiersze,maile itp.ciekawe jakiej
treści?Im wysyłał poezję na pewno w otoczeniu pięknych słow,mi tym wierszem
rzucił w twarz-dosłownie zeszytem z tym i innymi wierszami-krzycząc -zobacz,co
robiłem,jak ciebie nie było...
był też inny wiersz-ostatni w zapiskach,a obok niego nr komórkowy
wybranki,zapomniał go ,,wymazać"
i tak w kołko...czy to się kiedyś skończy???
zbliża się Dzień Ojca,pewnie jakoś to uczcimy,w końcu po tylu latach walki o
dziecko i ojcu młodemu się coś nalezy...
ale w sercu mam żal i nie wiem ,jak to dalej będzie???

przecież mnie zdradził tak czy inaczej,ale zdradził naszą miłość
i co teraz myślicie kochani???
Pozdrawiam wszystkich gorąco!
To pisanie koi mój ból.
Pa!




Temat: KWESTIONARIUSZ
>gdzie i jak mieszkasz
W Alpach szwajcarskich, dom z widokiem na piekne jezioro

> > ile masz komputerow w domu
3+laptop (niewinne hobby mojego lubego)

> > mac czy pc
pc

> > co lubisz pic
roznie, w lecie wode, soki i chyba zawsze kawe, z alkoholi malibu z mlekiem i
piwo:o)

> > jaki obrazek masz na podkladce do myszy

brak, ale chcialbym miec taki trojwymiarowy z jakims fajnym widokiem albo
zwirzem

> > jakiego koloru jest twoja posciel
Teraz w pasy z jakimis chinskimi literkami

> > jaki jest twoj ulubiony kolor
bialy, czerwony, bez, brudny pomarancz

> > ulubione gazety/tygodniki/miesieczniki
National Geographic

> > ulubione zapachy
perfumy (niezliczone butelki) i konwalie

> > najgorsze uczucie w swiecie
wszystko co wiaze sie z porazka i strach o bliskich

> > najwaspanialsze uczucie na swiecie
milosc i szczescie

> > domowe zwierzeta
kot

> > bracia i siostry
brak niestety :o(

> > ulubiona melodia
jest ich tak wiele ale teraz przyszla mi do glowy sciezka dzwiekowa z Twin
Peaks i Braveheart

> > o czy mnajpierw myslisz ajk wstajesz rano
W tej chwili o grze od ktorej jestem uzalezniona

> > czy roller-coasters(???) sa ekscytujace czy przerazajace
Nie wiem co to jest???!!!

> > olowek czy dlugopis
pioro kulkowe albo dlugopis zelowy

> > gory czy morze
wszystko co piekne i nie zatloczone turystami

> > ile razy pozwalasz telefonowi dzwonic zanim podniesiesz sluchawke
teraz jak nie wiem kto dzwoni to wogole nie podnosze bo sie boje ze nie zrozumie

> > miastowa czy country (???)
chyba raczej country z dostepem do miasta

> > czekolada czy wanilia
czekolada Milka

> > czy lubisz prowadzic samochid
tak ale w duzym ruchu ulicznym panikuje

> > burza - przerazajaca czy wspaniala
piekna i grozna

> > gdybys chciala spotkac jedna osobe kogo wybralabys
chyba nie mam jakis szczegolnych marzen w tym wzgledzie

> > znak zoodiaku
ryby

> > ulubiona marka samochodu
Citroen C3

> > gdybys mogla wybrac sobie zawod zostalabys ...
odkrywca leku na HIV

> > gdybys mogla ufarbowac wlosy na dowolny kolor, to bylby
teraz mam blond i ogolnie rzecz biorac mialam juz wszystkie kolory

> > co masz na scianie swojego pokoju:
Nasze zdjecia

> > szklanka jest do polowy pelna czy do polowy pusta?
roznie to z tym bywa

> > ulubiony sport:
lyzwiarstwo figurowe do ogladania

> > Jestes leworeczna, praworeczna, a moze obureczna?:
praworeczna

> > co trzymasz pod lozkiem?:
Ja nic a moj luby worek z ubraniami wojskowymi, kot myszy zabawki

> > ulubiony cytat:
Hmmmm...teraz nic nie przychodzi mi do glowy

> > ulubiony program telewizyjny:
ostatnio seriale o CSI

> > ulubiony film:
Wiele ale np. Thelma i Luise, Skrzypek na dachu

> > ukochane miasta:
Krakow, Edynburg, Wieden




Temat: Nagrodzone wiersze z Saskiej Kępy
Nagrodzone wiersze z Saskiej Kępy
Jerzy Słomczyński

Ballada o Krysi i Marcie zwanej Tili Wańkowiczównych

Czy można wybudować domeczek,
Który choć nowy będzie jak przyjaciel stary ?
Dla pisarza z żoną, ich dwu córeczek
Na Żoliborzu, byle zdążyć przed wojny pożarem.

Panie architekcie Tołłoczko w tej willi
Dla Melchiora i Zofii piętro pierwsze całe
Drugie piętro dla Krysi i Marty zwanej Tili
Po całym domeczku niech biegaja swobodnie małe.

Po całym Żoliborzu biegały wkrótce już
Aż na Placu Wilsona znalazła je Mama
W koszu miały resztkę przydomeczkowych róż
Te kwiaciareczki to Krysia i Marta Tili kochana.

Do Żoliborskiego Klubu Sportowego na Wiśle
Szło się spacerkiem jak do drugiego domu,
Tutaj Marta Tili talentem znów błyśnie
Nie da się foczka w pływaniu pokonać nikomu.

Przyszedł czas gdy dzieci w szkole zaczynają nauczanie,
Jak przystało na młode Żoliborzanki
Siostry poszły w uczniowskie fartuszki ubrane
Do szkoły zakładanej przez Siostry Zmartwychwstanki

Córek radość życia, energię działania
Tak charakterystyczne cechy młodości
Ciekawość świata, chęć jego poznania
Wspomaga Tata , Mama w swej mądrej miłości

Marty Tili Płomyczkowe opowiadanie dziecięce
O cudownej podróży kajakiem na Mazury
Było jak obrazek co ma dialogi i puentę
I jest godne Mistrza Dziennikarzy córy.

Krysia współczuła ludzkiej niedoli
Często żywiła w domeczku biednych,
Chciała się kształcić do pracy na roli
Praktykowała w majątku krewnych.

Piękny pociągający jest świat
Krysia i Marta Tili na rowerach nim mknęły
Ze zdaną maturą, lekko im tak
Europejską podróżą dorosłość rozpoczęły

Kochające siostry wojna rozdzieliła
Marta staraniem wielkim za granicę do Taty wyjechała
Szczęśliwa rodzina już się więcej nie złączyła
Krysia z Mamą na Żoliborzu w domeczku została

Dzielny domeczek potrzebujących przyjął wielu
Tu były konspiracyjne kursy i egzaminy
Dzięki przyjaźni i pomocy sąsiadów
Bezpiecznie się tu czuła młodzież z oddziału Krystyny

Krysia w Powstaniu pseudonim Anna przyjęła
Na rowerze towarzyszu pomaturalnej podróży
Na spotkanie śmierci jako żołnierz Parasola pomknęła
Domeczek z rozpaczy rozleciał się w gruzy

O moim stadionie

Jak tutaj było kiedyś pięknie
Pamiętam miejsca tego czar
Niech dzisiaj nie przelęknie
Was brud i bazarowy gwar

Chcę mówić o stadionie
Co powstał w dziesięć lat
Na gruzach tu po wojnie
Zwożonych w stosy hałd

Góruje on nad Wisłą
Nad praskim rzeki brzegiem
Z korony popatrz, Tylko
Patrz w dal nie wokół siebie

Bywały tu zawody
W kronikach sprawdź sprzed lat
Gdy stadion ten był młody
Rekordy stąd szły w świat

Dziś często tu przychodzę
Coś kupić byle taniej
Już chyba nie zapomnę
Sprzed lat oczarowania

I chociaż nie jest tutaj pięknie
I nic nie kusi dawnym czarem
Tak jakoś serce dziwnie mięknie
I choć oszczędzę złotych parę

Wierszyk Wedlowski

Jak miło pobyć tu na Pradze
Na Zamojskiego przy teatrze
W powietrzu czuję czekoladę
I na jeziorko sobie patrzę

Tę czekoladę robi Wedel
Ze swym podpisem z zawijasami
Podpis ten złożył kiedyś Emil
Tu z synem Janem są szanowani

Szacunkiem Praga darzy Wedlów
Co postawili tu kiedyś fabrykę
Kochali Polskę choć byli z Niemców
I bardzo dbali o pracowników

Wkrótce po wojnie doktor Jan Wedel
Utracił fabrykę umiłowaną
Zamiast dostać zasługi medal
Znalazł się za swa własną bramą

Wedel istnieje, coć w innych rękach
I w świat wysyła wciąz czekoladę
Gdy na jej widok juz się uśmiechasz
Tak jak ród Wedlów pokochaj Pragę

***************************************************
Te trzy moje wiersze na konkursie Poetyckim "Praska Przystań Słowa"
organizowanym w 2006 roku przez Praskie Centrum Kultury przy ul. Grochowskiej
274 przyniosły mi nagrodę specjalną za wiersze o Warszawie.
Inne moje wiersze i opowiadania są na stronie www.poeci.com/strony/jerzy100
Pozdrawiam
Jurek




Temat: Teatr Witkacego-Apendix-czy warto?
„Barabasz” to najnowszy spektakl zakopiańskiego Teatru Witkacego.

Autor Pär Lagerkvist (1891-1974), poeta, prozaik i dramatopisarz, zaliczany do
najwybitniejszych przedstawicieli szwedzkiej literatury XX wieku. Swoją
twórczość rozpoczął pod wyraźnym wpływem Augusta Strindberga i ekspresjonizmu,
potem przeszedł na pozycje bardziej realistyczne i historiozoficzne. Debiutował
w 1912 roku. W 1951 otrzymał Nagrodę Nobla za powieść „Barabasz”. Na materiale
tej powieści oparty jest ostatni tekst teatralny Lagerkvista „Barabasz”, który
powstał w 1953 roku.
Uczta dla oka i ucha.Warto to obejrzeć choć z niepokojami,
z którymi wychodzimy z teatru i pytaniami, które co jakiś czas warto sobie zadać.

Jak mają żyć ci, którym prawda nie została objawiona? Ci, którym dar wiary nie
został dany? Jaki sens ma śmierć? Co kryje się po drugiej stronie?

Dlaczego Bóg ocala łotrów, a nie ratuje tych, którzy świadczą o nim, tych,
którzy mu zawierzyli?

Dlaczego Bóg pozwala na śmierć „Kobiety zwanej Zajęczą Wargą”, dlaczego pozwala
na Holocaust, na 11 września? Jaki sens ma cierpienie? Czy każdy jest w stanie
unieść dany mu dar wolności? Dokąd zmierzamy? Jaki sens miała ofiara Chrystusa?

Oglądając spektakl, pytań istotnych pojawia się więcej. Pretekstem do ich
postawienia jest historia biblijnego Barabasza, uniewinnionego przez Piłata. Tak
wybrał lud. Jego – łotra, złoczyńcę postanowił ocalić, a na śmierć skazał Chrystusa.

Nowy Testament nie mówi jednak nic więcej na temat dalszych losów Barabasza.
Postać ta zafascynowała Pära Lagerkvista, szwedzkiego pisarza, który biblijnego
łotra uczynił bohaterem powieści, a potem dramatu. Dopisał jego historię.

Barabasz Pära Lagerkvista to postać tragiczna, żyjąca z piętnem śmierci
Mesjasza. Pyta, dlaczego tak się stało, co to znaczy, że tak miało się stać?
Próbuje zrozumieć wydarzenia, których był uczestnikiem.

Jest okaleczony, nie potrafi kochać. Chce, ale nie umie uwierzyć. Nie radzi
sobie z danym mu darem wolności. Jego życie to nieustanne niepokoje i lęki.

Ta historia, opowiedziana przez Pära Lagerkvista, a wprowadzona na scenę przez
zakopiański teatr pod reżyserią Andrzeja Dziuka – nienachalnie, bez zbędnego
dydaktyzmu, przenosi te niepokoje na widza. Zmusza do postawienia sobie pytań i
próby odpowiedzi na nie. Poruszone problemy nabierają wymiaru uniwersalnego,
egzystencjalnego. To przekonanie potęguje scenografia i muzyka

. Scenografia Rafała Zawistowskiego to zresztą uczta dla oka. Oszczędna, wręcz
ascetyczna, ale mocno zapadająca w pamięć. Grają tylko cztery kolory –
dominujący szary, mocne akcenty czerwieni, biel i czerń. Jest też nieustanna gra
światła i ciemności (dobra ze złem, miłości z nienawiścią). I szczątkowe
rekwizyty, które uruchamiają wyobraźnię.

Wędrówką po przestrzeni czasowej i geograficznej jest muzyka (autorstwa Pawła
Steczkowskiego). Brzmienia afrykańskie, tybetańskie trąby, szkockie kobzy,
śpiewy medytacyjne i dźwięki współczesne – w spektaklu ze sobą współgrają.

Po spektaklu w pamięci pozostają obrazypiękna scena tłuczenia kamieni czy
końcowy mistyczny obraz Ukrzyżowania. I jak mantra powtarzana przez aktorów
pieśń: „Boże… Moje serce drży we mnie i ogarnia mnie lęk przed śmiercią…” .

Każda ze scen została zbudowana bardzo precyzyjnie, misternie i zarazem
oszczędnie, wręcz ascetycznie. Spektakl obfituje też w ciekawe pomysły sceniczne.

Zakopiański „Barabasz” gra skojarzeniami. Sahak i Barabasz w scenie tłuczenia
kamieni mają uniformy kojarzące się ze strojami więźniów z Oświęcimia. Scena
tańca (w rytmach muzyki współczesnej) to jednocześnie taniec chocholi z naszego
„Wesela”. „Barabaszu, dokąd idziesz?” – to pytanie kończy jedną ze scen. Brzmi
gdzieś w ciemnościach. Niepokoi.

Okaleczeni, niezdolni do miłości i wiary. Ślepi i głusi. Z nieustannym lękiem
przed śmiercią. Zagubieni. Pozornie wolni. Jak Barabasz.

I choć pytanie przywołuje powieść Sienkiewicza „Quo vadis” (którą z „Barabaszem”
łączy punkt wyjścia – czasy początków chrześcijaństwa, a także fakt, że obydwie
powieści otrzymały Nagrodę Nobla), na scenie zakopiańskiego teatru staje się
pytaniem egzystencjalnym.(Beata Zalot)

18 i 19 stycznia 2008 r. odbyła się polska prapremiera spektaklu „Barabasz” w
Teatrze „Witkacego (pod patronatem honorowym Ambasady Szwecji).

Zapraszamy!



Temat: Ciąża a zespół lęku napadowego
Witam Cie serdecznie Magenta...

Bardzo poruszyl mnie Twoj list. Poruszyl tak, ze scisnelo mi gardlo, dostalam
dreszczy... A wszystko dlatego, ze sama przechodzilam nerwice z napadowymi
lekami. Mysle, ze moja nerwica nie byla tak nasilona jak Twoja (bylam tylko raz
na izbie przyjec, jak nie moglam opanowac kolatania serca), a napady pojawialy
sie nie czesciej niz raz dziennie. Niemniej jednak wspominam to jako jeden z
wiekszych koszmarow mojego zycia, dlatego doskonale rozumiem Cie i Twoje obawy.
U mnie objawy nerwicy lekowej trwaly jakies 3-4 lata, nie potrzebowalam
szczegolnej terapii procz wizyt u neurologa i niezbyt duzej dawki lekarstw.
Jednak napady skutecznie uniemozliwialy mi wlasciwie normalne zycie, musialam
przerwac na rok studia, gdyz zwyczajnie - tak, jak Ty - nie potrafilam juz
wyjsc z domu, na spacer, do sklepu, nie mowiac juz o jezdzeniu autobusem czy
tramwajem do szkoly, siedzeniu na wykladach w zatloczonych salach itd... Moj
lek (drzenie, zimny pot, dusznosc, kolatanie serca, nienormalne wyostrznie
zmyslow, panika) budzilo praktycznie wszystko: obrazy i dzwieki (np. tv, kino),
glosne rozmowy, rozne odglosy zycia codziennego (jakies stukanie, samochody,
radio...), ciasne wnetrza, otwarte przestrzenie, ludzie (a zwlaszcza tlumy, w
sklepach, na ulicy, w srodkach komunikacji, wszedzie..). Czasem lek przychodzil
nagle, bez powodu. Praktycznie przez rok siedzialam zamknieta w domu, lykalam
moje leki i tylko rozmyslalam, czy aby na pewno nie dostaje jakiegos obledu,
czy to nie choroba psychiczna (wszyscy lekarze zapewniali, ze nie i mieli
racje). Bylam totalnie zalamana. Az przykre objawy po jakims czasie zaczely
powoli ustepowac. Leki mijaly, wrocilam na studia, potem poszlam do pracy i
wyszlam za maz. W powrocie do prawie normalnego zycia bardzo pomogli mi moi
rodzice i maz, byli niezwykle wyrozumiali. Mysle, ze to chyba najwaznieksza
rzecz: wsparcie i zrozumienie ze strony bliskich; mysle, ze masz wspanialego,
kochanego meza!
Nauczylam sie zyc z moja nerwica, bo ona nigdy tak do konca mnie nie opuscila.
Tak jak Ty miewam straszliwe dolki, psychicznie czuje ze wariuje, ale usilnie
walcze z tym i umiem przegnac w pore zblizajacy sie lek (nawet nie wiem jak ja
to robie! :-). W ciazy bylam dwa razy w ciazgu ostatnich dwoch lat, czyli juz
w okresie wyciszenia nerwicy. Poronilam obie ciaze z powodow jeszcze mi nie
znanych, w tej chwili przechodze rozne badania. Ale musze Ci powiedziec, ze te
krotkie okresy ciazy (2 i 3 miesiace) byly dla mnie jednymi z najwspanialszych
chwil w zyciu. Fizycznie czulam sie wtedy wysmienicie, lepiej niz normalnie,
psychicznie to byl u mnie szczyt radosci i poczucia szczescia, ze mam w sobie
malego czlowieczka, moje dziecko... W ciazy zapominalam o wszystkich moich
lekach, nic sie nie liczylo, tylko ja, maz i moje dziecko. Mysle, ze bede
najszczesliwsza osoba na swiecie jak w koncu uda mi sie urodzic mojego
malucha...

Kochana Magento, zycze Ci z calego serca, jak najmocniej potrafie bys przegnala
precz leki, bys zwalczyla, wyleczyla lub chociaz wyciszyla kiedys nerwice, bys
znalazla w sobie, w swojej niezwyklej, pieknej sytuacji sile, radosc i spokoj.
Pomysl, ze teraz wszystko bedzie i jest piekniejsze, bo bedziesz miec swoje
malenstwo, ktoremu dasz milosc, czulosc i ONO rowniez da Ci milosc, ktora
sprawi, ze zapomnisz o wszystkim... Doskonale Cie rozumiem, ze nie masz ochoty
na spotkanie z grupa wsparcia kobiet w ciazy, ze musialyby byc to kobiety po
takich samych przejsciach. Wiem, wiem... Uwazam, ze masz w tym wzgledzie racje,
gdy ja bylam w takim stanie - czulam, ze nikt, naprawde nikt mnie nie moze
zrozumiec. Potrzebowalam jedynie przytulenia i bliskosci, a o to zadba na pewno
Twoj maz :-) Dobrze by bylo gdybys miala jakas przyjaciolke, z ktora czasem
mozna po babsku pogadac, ktorej tez mozesz sie wyplakac w rekaw. Ale nie
zmuszaj sie do niczego, czego nie chcesz robic.
Byc moze pozniej przyjdzie Ci na to ochota. Wszystko w swoim czasie.

Co do mieszkania w wielkim miescie... Zgadzam sie z Toba, duze miasta wpedzaja
niestety nadwrazliwych (nadwrazliwosc to nie jest dobra cecha...)
w leki i nerwice, a napewno w stan ogolnego stresu i poddenerwowania. Ja
mieszkam w Poznaniu i tez ten obled miejski mnie przeraza, przytlacza. Odzywam,
gdy moge pobyc troche na lonie natury, w ciszy, zieleni.

Magento, jesli chcialabys jeszcze porozmawiac, to pisz tu na forum. Zawsze
znajde chwilke by pogadac. Jesli wolalabys na priva, to daj znac o tym na
forum, gdyz bede musiala 'odpalic' swoja gazetowa skrzynke.




Temat: Młodzi z przedmieść Paryża są wściekli - rozmow...
Problem jest ilosciowy. Przy bardzo niewielu 'rdzennych' (sa tu w kazdym razie
od dawna) mieszkancach Polski wyznajacych islam a przy tym wiedzacych, ze
mieszkaja w Polsce i niemajacych pomyslow ni tez mozliwosci propagowania islamu
mozna chodzic puszac sie tolerancja. To po prostu mala grupa, ktora zna swoje
miejsce. Nawiasem mowiac, jakis czas temu byl artykul w Rzeczpospolitej o
konfliktach w polskiej muzulmanskiej grupie wyznaniowej miedzy 'starymi'
a 'nowymi' - przybylymi do Polski Arabami itp. Ponoc mlodz tatarska jezdzi do
krajow arabskich po nauki...

Dopoki islam nie chcial (raczej nie mogl) nam zagrazac, problemu nie bylo.
Teraz problem jest. Chcialbym przesadzac, ale obawiam sie, ze bedzie z nami
krucho. Po jednej stronie zdeterminowana, pozbawiona skrupulow i szczerze nas
nienawidzaca (islamofilskich lewakow tez, nawet bardziej niz chrzescijan, niech
sie nie ludza) masa islamska (wydaje sie, ze coraz bardziej jest taka), po
drugiej laicko-lewackie spoleczenstwa, ktore nie chca walczyc (im sie juz nawet
w glowie nie miesci, ze moga istniec ostre konflikty, ktore moglyby ich
wytracic z przyjemnej egzystencji). Degrengolada, pedalstwo i mialkosc.

Jakie szanse mamy? Kto bedzie chcial ginac za Granade? Gdy Maurowie znow zaloza
w Andaluzji kalifat, w Paryzu maszerowac beda manifestacje pokojowe a
Liberation bedzie publikowac sazniste artykuly o tym, jak pieknie jest, ze znow
moze rozkwitnac al-Andalus pietnujac przy tym klerykalno-faszystowska
andaluzyjska partyzantke, z ktora rzad w Madrycie moglby wreszcie cos zrobic,
aby nie zaostrzac sytuacji.

Bedzie (juz jest) nowy appeasement, tym razem islamu, znowu bedziemy mieli i
hanbe i wojne.

Mam jednak nadzieje, ze sa jeszcze ludzie, ktorym nie jest obojetne czy w
europejskim miescie bija dzwony czy z minaretu drze sie muezzin. I ze Granada
pozostanie hiszpanska.

Zdelegalizowac islam mozna bardzo prosto. Np. w polskiej konstytucji jest
napisane, ze nie wolno odwolywac sie do idei nazizmu i komunizmu, mozna dodac
islam. Malo skuteczne, ale pierwszy symboliczny krok jest. Nastepnie pozamykac
meczety, rozwiazac organizacje islamskie (wszelkie, nie bawic sie w dobrych i
zlych muzulmanow), deportowac wyznajacych islam (tych ktorzy sa z zewnatrz),
nekac i dyskryminowac tych, ktorzy sa z wewnatrz itp. Stopniowo, co nagle to po
diable. Nieprzyjemne, bo gdzie tu prawa czlowieka itp., ale lepiej jest
nieprzyjemnie zyc w Londynie czy byc dhimmi w Londonistanie?

Dwiema rekami sie podpisuje pod twierdzeniem, ze trzeba islam poznawac. Wroga
trzeba znac i wiedziec, czego sie w nim nie lubi. Jesli sie tego nie wie,
pie.. sie glupoty o religii milosci, tolerancji - nie wie sie nawet, ze
muzulmaninowi wierzyc nie mozna w niczym, gdyz w odniesieniu do niewierych nie
obowiazuja zadne zasady, a klamstwo czy oszustwo w celu szerzenia islamu jest
cnota (takiyya).

Niestety oni _sa_ z innego swiata, czy to sie komus podoba czy nie. Islam jest
radykalnie inny od judeochrzescijanskiej cywilizacji. W zasadzie juz samo to,
ze mieszkaja w kraju, ktory nie jest islamski jest dla nich nieznosnym
kamieniem obrazy, stad te pomysly o samorzadach, obowiazywaniu innego prawa dla
nich czy tez oburzenie na francuska policje, ktora wkracza do islamskich
enklaw. Oczekiwac od nich szacunku do kultury europejskiej to jak oczekiwac od
anarchisty milosci do panstwa.

Pozdrawiam,
DonQ




Temat: historia na scenę
PROSTA HISTORIA

David Lynch kojarzony jest przeważnie z nieco "zakręconymi" tematycznie
filmami, jak również z postaciami, które z normalnością mają niewiele
wspólnego. Lynch zapuszczał w swych filmach sondę w nieodgadnioną otchłań
ludzkiej duszy. Badał jej ciemne strony, ukazując przy tym obrazy, które nie
raz stały się celem nieubłaganych nożyczek strażników cenzury. Swoim ostatnim
filmem; "Zaginiona autostrada", Lynch pokazał, że można zrobić film, który może
zostać interpretowany na wiele sposobów i którego zrozumienie jest ciężkim,
wręcz niemożliwym zadaniem.
Dla wiernych wielbicieli szalonych klimatów, w których obracają się
bohaterowie filmów Lyncha, "Prosta historia" podziała jak zimny prysznic. Tak
jak James Cameron, filmem "Titanic" odszedł niespodziewanie od kina akcji, tak
David Lynch w "Prostej historii" zmienia swój wizerunek o sto osiemdziesiąt
stopni.
"Prosta historia" ukazuje historię zwykłego, starego człowieka, który dowiaduje
się pewnego dnia o chorobie swego brata. Wtedy właśnie staruszek, choć sam "ma
bliżej niż dalej", podejmuje decyzję o pojechaniu do brata swoim traktorkiem-
kosiarką, czyniąc z podróży swoistego rodzaju pie@ lgrzymkę. Alvin Straight
(Richard Farnsworth) podczas podróży spotyka wielu ludzi, którzy w niezwykły
sposób okazują mu pomoc i przyjaźń, a także zrozumienie. Podczas długich rozmów
z napotkanymi ludźmi, dowiadujemy się strzępków informacji na temat wojennych,
a później pijackich losów Alvina. Napotkani ludzie również nie są pozbawieni
problemów czy koszmarnych wspomnień. Alvin Straight podczas kilkutygodniowej
jazdy wolnobieżnym pojazdem, stara się odkupić winy, aby móc stanąć przed
niewidzianym od dziesięciu lat bratem, jako uczciwy człowiek...by mogło dojść
do pojednania skłóconych braci. Alvin swoim dobrodusznym wyglądem i głębokim
spojrzeniem człowieka doświadczonego przez życie, stara się przekazać
napotkanym osobom cząstkę siebie. I choć prawdopodobnie sam o tym nie wie, to
swoimi słowami zmienia na lepsze, życie napotkanych ludzi. Przekazuje im proste
prawdy, proste, a zarazem bardzo złożone i często zapominane w naszych czasach,
gdzie wszystko pędzi zbyt szybko, by znaleźć czas na takie wartości jak miłość
czy przebaczenie...
Alvin zdaje się nie nadążać za tempem współczesności. Doskonale widać to w
scenie, gdzie wielka, osiemnastokołowa ciężarówka wyprzedza kosiarkę Alvina z
zawrotną prędkością, aż podmuch wiatru zrywa naszemu bohaterowi kapelusz z
głowy. Staje się to na samym początku podróży...jakby ciężarówka była
wysłannikiem niesprawiedliwego Boga, który chce pokazać Alvinowi, że jego czas
już minął i powinien zrezygnować ze swej wyprawy. Jednak Alvin nie poddaje
się...

Film dużo zawdzięcza wykonawcy głównej roli - Richardowi Farnsworthowi. Jego
przekonująca, niemal chwytająca za serce gra, jest przykładem na to, że nie
każdy film potrzebuje efektów specjalnych, gigantycznego budżetu, czy aktorów
po dwadzieścia milionów dolarów na głowę. Równie ciekawie zagrala Sissy Spacek
("Carrie") jako Rose, nieco dziwna, aczkolwiek dobroduszna córka głównego
bohatera. Film rozgrywa się w bardzo wolnym tempie, podobnie jak jazda kosiarką
Alvina. Dużo jest w "Prostej historii" łagodnej muzyki i powolnych "lotów"
kamery nad pieknymi łąkami w czasie żniw. Jest w tym filmie (co jest już
rzadkością we współczesnym kinie) czas na własne przemyślenia i podsumowania.
Film nie atakuje widza szybkim montażem czy niespodziewanymi zwrotami akcji.
Wszystko jest spokojne i stonowane. David Lynch powstrzymał wodze swej
wspaniałej wyobraźni, opowiadając historię w prosty i oszczędny, choć
absolutnie nie w prostacki sposób. A dla zatwardziałych zwolenników "dawnego"
Davida Lyncha, umieszczono w filmie postać pechowej zabójczyni jeleni, oraz
dwóch nieco "szurniętych" braci bliźniaków. "Prosta historia" jest filmem
wielkim, na swój sposób przełomowym i zdecydowanie prawdziwym i pouczającym.

Film oparty jest na wydarzeniach autentycznych, które rozegrały się kilka lat
temu w Wisconsin w Stanach Zjednoczonych. Ich prawdziwy bohater zmarł w roku
1996

może być?




Temat: szpacyr po Glywicach
szpacyr po Glywicach
Spacer po Gliwicach z Krzysztofem Nitschem

Fot. Bartosz Wrzesniowski / AGEN

Fot. Bartosz Wrzesniowski / AGEN

Fot. Bartosz Wrzesniowski / AGEN

Tomasz Głogowski 30-07-2004 , ostatnia aktualizacja 30-07-2004 15:14

Urodzony w Zabrzu, wykształcony w Krakowie, od lat związany z Gliwicami. Po
pracy na krakowskiej ASP Krzysztof Nitsch wsiada do pociągu i na weekendy
przyjeżdża do Gliwic. W ogromnym mieszkaniu czeka na niego żona Jadwiga i
pracownia, w której tworzy rzeźby i medale. Swego czasu Nitsch zastanawiał
się, czy nie porzucić Gliwic i osiąść na stałe w Krakowie. Miłość do Gliwic
okazała się jednak silniejsza

Gliwickie Zakłady Urządzeń Technicznych

Pierwszy raz pojawiłem się w odlewni w 1972 roku. Byłem na drugim roku
Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie i mój profesor Jarzy Bandura cały czas
powtarzał: "pięć dni projektuj, a szóstego dnia spróbuj odlać to, co
narysowałeś". I tak zasiedziałem się w odlewni przez 30 lat. Tu powstały moje
największe pomniki: ołtarz dla Jana Pawła II czy fontanna, która stoi przed
muzeum. Mam tu swoje stanowisko i znajomych formierzy, których znam od lat.
To znakomici fachowcy, jakich nie znajdzie pan gdzie indziej. A praca jest
piekielnie trudna. Po dwanaście godzin dziennie, w potwornym hałasie i
zgiełku.

Do GZUT trafiłem z powodu fascynacji ogniem. W dzieciństwie często jeździłem
z ojcem pociągiem z Zabrza do Krakowa. Zawsze przejeżdżaliśmy przez
Świętochłowice. Z tamtejszej huty wydobywały się ogromne płomienie. Prawdziwe
języki ognia. I odtąd już zawsze chciałem ujarzmić ten żywioł.

Radiostacja

To prawdziwa śląska wieża Eiffla! Gdy wracam wieczorem z podróży samochodem i
na horyzoncie dostrzegam oświetloną radiostację, to wiem, że jestem już w
Gliwicach. Zbudowana z modrzewiu, to bodajże najwyższa drewniana konstrukcja
na świecie. Ma ponad 110 metrów wysokości. Kiedyś myślałem, żeby po drabinach
wejść na szczyt. Ale potem zrezygnowałem. Czubek wieży chwieje się na wietrze
jak chorągiewka. Nie dałbym chyba rady.

Pociągi

Nie potrafiłbym żyć bez pociągów. Drogę z Krakowa do Gliwic pokonuję
zazwyczaj w wagonie. Tam mogę odpocząć i tworzyć. Nawet bezmyślne gapienie
się w szybę pomaga mi się zrelaksować. Zawsze noszę przy sobie nożyk i
plastelinę. Podczas podróży skrobię sobie tym nożykiem malutkie rzeźby. Tak
szukam natchnienia. Nie potrafię już zliczyć, ile razy ten nożyk mnie
uratował, gdy ktoś chciał mnie okraść albo napaść. Bo pociąg jest
fascynujący, ale może być też bardzo niebezpieczny. To prawdziwa dżungla, w
której trzeba umieć się poruszać.

Pomnik w Parku Chopina

Ostrze noża zanurzone w kamieniu, z którego wydobywa się kropla krwi. Prace
nad pomnikiem w parku Chopina skończyłem 8 września 2001 roku. Trzy dni
później dwa samoloty uderzyły w wieże Word Trade Center. Zginęło ponad trzy
tysiące ludzi. I pod moim pomnikiem, który stał przecież zaledwie od
kilkudziesięciu godzin, mieszkańcy zapalili znicze. Nikt im nie kazał, nie
namawiał. Zrobili to, bo uznali, że to dobre miejsce, by oddać cześć ofiarom
terrorystycznego zamachu. Czyż może być lepsza nagroda dla artysty?

Ruiny Teatru

Ruiny teatru spalonego przez Sowietów i do tej pory nieodbudowanego. Lubię tu
przychodzić, bo często występują na tej scenie krakowianie. Jednymi z
pierwszych, którzy tu zagrali, byli artyści Piwnicy pod Baranami. Poza tym
przed wejściem wisi popiersie Ewy Strzelczyk, założycielki Fundacji Odbudowy
Teatru Miejskiego, które wykonałem już po jej tragicznej śmierci w Alpach.
Pracowałem, patrząc tylko na fotografię pani Ewy. Często zastanawiam się, czy
moja rzeźba spodobałaby się jej. Podobno nie lubiła swojego nosa, bo uważała,
że jest za duży.

Fontanna przed muzeum

Kiedyś, będąc w muzeum, zobaczyłem w kącie starą, podrapaną, zniszczoną ramę,
którą ktoś przysłał do konserwacji. Gdy muzeum zaproponowało mi zbudowanie
fontanny, postanowiłem, że będzie ona w kształcie zniszczonej ramy, a
specjalne światło stworzy w połączeniu z wodą niewiarygodne obrazy. Bo
nieważna jest przecież rama, ale to, co jest w jej wnętrzu.




Temat: Nie róbcie tego
Nie róbcie tego
Hej,
Jestem mamą 5 letniego chłopca, którego sama wychowuję. Czuję się w obowiązku
dodać kilka słów od siebie, bo i mi chodziły po głowie myśli o aborcji, kiedy
byłam w ciąży. Wcale też nie było tak, że jak urodziłam synka, to już od tej
pory sama radość i jak w bajce. Ale jedno powiem - niedobrze mi się robi na
myśl, co by było, gdybym poszła za głosem tamtych myśli. Na pewno nie byłabym
szczęśliwa. Mój synek jest moim ogromnym szczęściem - usłyszałam od niego tyle
pięknych słów przepełnionych miłością do mnie, a on ma dopiero 5 lat, a ja nie
jestem idealną mamą. Mi bardzo pomogła wiara w Boga i modlitwa do Niego. Żyć
mi się nie chciało chwilami, ale jak się pomodliłam to wiedziałam potem, że
mnie wysłuchał.

I jeszcze garść takich swoich refleksji. Niedawno czytałam wywiad z rodzicami
9 - ga dzieci - członkami wspólnoty neokatechumenalnej. Idylliczny obrazek -
oni szczęśliwi, dzieci szczęśliwe, i mój taki wewnętrzny bunt: "po co oni chcą
aż 9 dzieci, jakie to nieżyciowe i nierozsądne - 5 to też już dużo".
Abstrahując od roztrząsania całej istoty zjawiska czy dużo to już 5 czy
dopiero 9 dzieci i po co w ogóle, pozostała we mnie jedna istotna myśl mająca
związek z tym wątkiem, którą pragnę się podzielić - ludzie ci, którzy na
dodatek mają mało dochodowe posady - co jeszcze potęgowało mój bunt wobec
całego tego zjawiska, kochają swoje dzieci i wychowują je tak, że opieka
społeczna na pewno nie miałaby się do czego przyczepić, mimo iż zapewne muszą
z dnia na dzień myśleć o zaspokojeniu potrzeb swojej rodziny, ale jak to się
mówi: pokładają ufność w Bogu, i On naprawdę wtedy pomaga dokonać rzeczy
niemożliwych. Zwłaszcza, że w odróżnieniu od tamtych ludzi, którzy tak liczną
swoją rodzinę niejako zaplanowali, my na tym forum dyskutujemy o losach
dzieci, które już są. Skoro ludziom niestarającym się bardzo o bezpieczną
sytuację materialną udaje się utrzymać i zaspokoić potrzeby tak licznej
rodziny, to może się uda także wychować jedno dziecko, prawda? A artykuł w WO
o dzieciach urodzonych w więzieniach stalinowskich i wychowanych wbrew
wszelkim rozsądnym przesłankom czytałyście? Jak matki mieszkały z noworodkami
w celi, miały po 2 pieluszki, które suszyły na zmianę, bo nie mogły nawet ich
wyprać. Były też wywiady z tymi dziećmi, które dziś są starszymi ludźmi. Mimo
okropnych kolei losu i ogromnej krzywdy, jaką doznały, to nie były sylwetki
ludzi złamanych. Brak środków materialnych jest dotkliwy i byłabym ostatnia,
żeby kogoś pouczać, bo akurat je mam, ale najgorszy jest brak wiary i nadziei,
nawet jak się jest samotnym. Nie potrafię podać dokładnego cytatu oraz z
której Ewangelii te słowa pochodzą, ale Jezus powiedział: gdybyście mieli
wiarę jak ziarnko gorczycy i powiedzieli górze, żeby się przesunęła, to tak by
się stało. Fakt, że tak jest naprawdę potwierdza wiele zjawisk w życiu ludzi
niekoniecznie chrześcijan. Pedro Almodovar nakręcił film na właśnie taki temat
pt. "Porozmawiaj z nią". Wszystkie osoby, które chciałyby się do mnie odezwać
zapraszam na priva.
Pozdrawiam,




Temat: W telewizji pokazali. Żeby nie było "jakoś"
przeczytałem wcześniejszą zapowiedź p. Sobolwskiego, którego zdanie b. szanuję i
skusiłem się na ten film choć dawny film. p. M.Koszałki uznałem swego czasu za
tanią, pozerską, prywatną wendetę na matce, wielce niesmaczną i dla mnie
niestrawną. Kuliłem uszy po sobie gdy p. Koszałka odbierał wtedy kolejne nagrody
i wieńce laurowe wkładane mu na głowę miedzy innymi przez was, dziennikarzy
Gazety Wybiórczej. Uznałem: nie znam się. Może atakowanie gderającej i sypiącej
wyzwiskami matki miało głębszy sens. Faktycznie, Koszałka wyczuł wtedy czas i na
tle późniejszego do jego dokumentu Big Brothera matka rzeczonego ujawniła się
jako wyrazista osobowość a ganianie z kamerą po domu nabrało większego sensu. Po
pięciu latach zachęcony przez p. Sobolweskiego , który napisał, że obejrzę "inny
film",zasiadłem przed tv. I koszmar wrócił. Matka reżysera znow zagadała cały
film. Gdzieś tam, nieśmiało przebijał się do głosu jakiś problem, który reżyser
chciał pokazać i z którym chyba mu się ciężko żyje ale nie było go raczej widać.
W nowoczesnej , ładnej willi , poza finansowym zasięgiem większości
społeczeństwa miał się rozgrywać jakiś dramat niepoukładanego, nie do końca
udanego życia, który sugerował mi w pre-recenzji p. Sobolewski. Tymczasem widzę
zgodną parę z ładną córką w pięknym domu w zgodnej harmonii. Jedzą, siedzą na
tarasie, siedzą na ładnej kanapie.W jednej scenie widzę , że żona bohatera ma do
niego jakąś pretensję ale scena kończy się tak szybko , że nawet nie dowiadujemy
sie dokładnie o co poszło. Dużo obrazków rodzinnych, w których matka gdacze a z
dialogu dowiadujemy się, że bohaterowie nie mają żadnego jakiegoś szczególnego
problemu. Ot, zwykłe rozmowy zwykłych ludzi. I nagle buch. Bohater ze swoim
ojcem spacerują nad Wisłą, pod Wawelem i ojciec cicho zaczyna mówić. Mówi, mówi
a ja się zaczynam zastanawiać dlaczego po 20 minutach oglądania niczego reżyser
dopiero teraz pokazał mi ciekawego człowieka z ciekawym problemem? Pokazał i
przestał bo film się skończył. Myślałem, że przeczytam jakąś recenzję polemiczną
ze słowami T.Sobolewskiego. Niestety. Recenzja dzisiejsza słowo w słowo
przepisuje to co powiedział p. Sobolweski. Widać dziennikarz dzisiejszy młodszy
i zapatrzony w starszego, będącego autorytetem w świecie polskiej rytyki
filmowej. A może znowu ja nie rozumiem co te nezładne, nic nie znaczące scenki
mi mówiły, znowu będę kulił uszy po sobie gdy film dostanie kolejne nagrody i
będę się zastanawiał: jak to się ma do "Pierwszej miłości" K. Kieślowskiego
sprzed wielu lat filmu, który opowiadał o wszystkim tym o czym miał być film
Koszałki i powiedział nawet więcej? Ja wiem i czuję , że nijak. Bo tamten film
był wzruszający, mądry i po prostu dobry. A ten po mnie spłynął. Nic mi nie
powiedział, niczym nie wzruszył, nic nie pokazał.



Temat: Gotowe sprawdzone napisane tylko do 1 miasta
Gotowe sprawdzone napisane tylko do 1 miasta
Napisane przez nauczyciela komisyjnego prace maturalne:

1)Arkadia i „boląca rzeczywistość” – dwa różne sposoby kreowania obrazu wsi
polskiej (XVI-XIX w.). Odwołaj się do stosownych przykładów literackich.
2)Kobieta piękna, władcza, zdradziecka, zależna od mężczyzny, próżna –
przedstaw sposoby kreowania postaci kobiecych na podstawie analizy utworów
różnych epok.
3)Poświęcenie jednostki dla ogółu. Przedstaw różne jego ujęcia, analizując
wybrane utwory.
4)Literackie i malarskie obrazy powstania styczniowego . Dokonaj analizy
funkcjonowania motywu w wybranych dziełach.
5)Samotność jako wybór czy konieczność. Udowodnij swój sąd, odwołując się do
bohaterów wybranych utworów literackich.
6)Wieś jako inspiracja pisarzy w różnych epokach.
7)"Biografia jako klucz do odczytania twórczości” (Mickiewicz lub mieszana
Mickiewicz, Krasiński i Słowacki).
8)Przedstaw portret kobiety w literaturze różnych epok na wybranych
przykładach.
9)Motyw wędrówki w literaturze. Przedstaw różnorodne jego ujęcia i funkcje,
odwołując się do wybranych utworów literackich.
10)Satyryczny obraz społeczeństwa polskiego na dowolnie wybranych przykładach
literackich.
11)Literackie sposoby kreowania bohaterów zbuntowanych przeciw światu.
12)„Przyjaźń jako ważny motyw w literaturze polskiej i powszechnej”.
Zaprezentuj go na wyselekcjonowanych przykładach epickich.
13)„Biografia poety romantycznego jako tworzywo literackie”. Omów na
wybranych przykładach.
14)Bóg w literaturze.
15)Różne oblicza bohatera romantycznego.
16)„Motyw szaleństwa z miłości
w utworach literackich różnych epok.
17) Rola cierpienia w życiu człowieka.
18) Różne ujęcia wsi w literaturze.
19) Miasto – miejsce magiczne, cywilizacyjny chaos, przestrzeń destrukcji....
Omów różne sposoby widzenia miasta w literaturze.
20) Tytuł jako klucz do interpretacji utworu. Przedstaw temat odwołując się
do wybranych utworów.
21)Stanisław Wyspiański - artysta wszechstronny. Omów zagadnienie na
wybranych dziełach literackich i plastycznych tego artysty. (zdjęcia)

22)"Topos Wysp Szęśliwych Edenu i Krain (zdjęcia)
Dostatku. Omów jego funkcję w wybranych tekstach literackich i malarskich"
23)"Czy upadek oznacza porażkę. zaprezentuj bohaterów, których losy zawierają
odpowiedz na to pytanie."(zdjęcia)
24) Obraz przeżyć wewnętrznych poety – romantyka. Zaprezentuj problem w
oparciu o wybrane utwory.(zdjęcia)
25) Reinterpretacja mitu o Dedalu i Ikarze. (zdjęcia)
26) Opisy przyrody w literaturze.
27) „Poeci przeklęci” literatury polskiej. Scharakteryzuj ich twórczość
analizując wybrane utwory A. Bursy i E. Stachury. (zdjęcia)
28) Wieś i jej mieszkańcy w literaturze polskiej.
29) Rodzice i dzieci w utworach literackich różnych epok.
30) Dziecko jako bohater literacki.
31) Literatura w służbie ideologii. Ukaż zjawisko na przykładzie wybranych
autorów.
32) Bohater tragiczny w literaturze antycznej, romantycznej i współczesnej.
33) Postać kochanka w literaturze.
34) Jaki jest współczesny ideał kobiecej urody? Porównaj go z wizerunkiem
kobiet w malarstwie i literaturze wybranych epok.
35) Portret rodziny w literaturze polskiej – poważnie i humorystycznie.

Każda praca posiada ramowy planem prezentacji oraz bibliografie.
Praca może ulec przeróbce przez nauczyciela.
Cena konkurencyjna!
Możliwość napisana pracy na dowolnie wybrany temat i lektury.
Posiadam kontakt z osobami, które korzystały z jego usług w tamtym roku jak
już i w tym!
Więcej mail: hispidka@interia.pl lub hispidka102@wp.pl




Temat: 7 plag polskich
Rozpad kultury powoduje pojawienie się „pierwiastków wspakultury”. Wymienia się
ich sześć, są to:

Personalizm – to czyste trwanie biofizjologiczne. Można go określić jako „wola
niezmąconej wegetacji jednostki, pragnienie unikania wszystkiego, co tę
wegetację mogłoby zmącić; to wolność od napięć wewnętrznych, rozsadzających
równowagę „ja”, to wolność od naporu sił z zewnątrz w postaci dzieł kultury i
obowiązujących zadań historycznych” . Dla personalisty każdy proces kultury
jest gwałtem wobec człowieka i niesprawiedliwością. Koncepcja absolutnej
bierności jest wynalazkiem personalizmu, dzięki temu personalista uzyskuje
niezależność od falowania historii. „Zdobywa on pełną wolność wewnętrzną, gdy z
nieograniczoną pokorą i rezygnacją nie sprzeciwia się „złu”, gdy jest posłuszny
swemu władcy jako niewolnik, gdy wykonuje rozkazy tej lub innej władzy, gdy bez
sprzeciwu ulega gwałtowi, gdy jest na wszystko obojętny.”

Wszechmiłość – jest powiązana z pierwiastkiem personalistycznym. U jej podstaw
leży szczęście fizjologiczne. Wszechmiłość jest czystym trwaniem połączonym z
uwielbieniem otaczającej rzeczywistości. Jej stagnacja i spłaszczenie jest
jawnym zaprzeczeniem idei kultury, dla której najważniejszy jest czyn.
Następuje tu upadek funkcji tworzycielskich jako wartości, gdyż w miłości jest
równość. Nie ma znaczenia czy ktoś jest dekadentem, czy wynalazcą – jest
traktowany tak samo.

Moralizm – po pojawieniu się wartości idealnych (Platon) nastąpił zwrot w
pojmowaniu powinności człowieka. Od tego momentu nastąpiło zepchnięcie materii
na plan dalszy. Pojawił się prymat „ducha nad ciałem”, co doprowadziło do
dziwnego stanu w którym ciało stało się czymś grzesznym, co powinno być
zwalczone. Moralizmem w tym ujęciu jest ciągłe uprawianie cnot ducha, które ma
nas zawieść do królestwa niebieskiego. Wszystko co się temu sprzeciwia musi
zostać zwalczone, jest złem.

Spirytualizm – polega na przeciwstawieniu świata w jakim żyjemy, ze światem
idealnym. Wszystko co jest w tym świecie jest marnością, trzeba więc dążyć do
innego, lepszego świata, w którym wszystko jest szczęśliwe, wspaniałe i piękne.
Spirytualizm powstał gdy ludzie utracili sens życia, gdy nie posiadali celu, ku
któremu mogliby dążyć. „Ostry konflikt świata z zaświatem pozwala
spirytualistom zestalić obrazy tego ostatniego. W jego centrum musi być jakiś
samowładny, wszystkowiedzący, Bóg, oczywiście całkowicie duchowy.”

Nihilizm – to walka z grzesznym światem i z siłami godzącymi w moralizm.
Nihilizm jest stłumieniem i wyparciem podstawowych popędów człowieka, jego
biologicznej natury. Następuje tu przeciwstawienie człowieka (wymyślonym)
normom moralnym, to co jest sprzeczne z wartościami jest złem.

Hedonizm – jest pochodną nihilizmu. „jest to bez odpowiedzialny utylitaryzm i
konsmpcjonizm. Życie nie jest etapem ku czemuś więcej, lecz spożywaniem.”

Mamy zatem sześć pierwiastków wspakultury, które są podstawą procesów
rozkładowych. Nie zawsze jednak wszystkie naraz się uaktywniają, gdyż są czymś
suwerennym. Ponieważ jednak rodzą się w wyniku tego samego procesu
rozkładowego, muszą w jakichś sposób pogodzić się i podzielić „władztwem”. Z
konstatacji tej wynika, że te pierwiastki mają zdolność do łączenia się w
hierarchiczne zespoły. Układają się one w różny sposób tworząc rozmaite
struktury.

www.psf.org.pl/publication.php?pid=213



Temat: Bogu, co boskie...
Hmmm...
Miałem się już nie odzywać w tej kwestii... Ale byłoby to chyba nawet
niegrzeczne z mej strony.
Oczywiście twierdzenia, że „na temat wiary się nie dyskutuje” nie uznaję pod
żadnym pozorem i je odrzucam!
Dumne i szumne słowa: „większość katolicka”, „obraza uczuć”, „brak szacunku”...
to pierwsze, co słyszę od przeciwników. Tylko czy aby na pewno przeciwników?
Czy do licha, jeśli mam swoje zdanie, jeśli nie uczestniczę w ceremoniach,
jeśli mam wątpliwości w końcu to koniecznie i automatycznie muszę być
przypisany do jakiejś grupy mniej lub bardziej znanej a nie lubianej?
Czy nie wolno mi wówczas wierzyć w Boga i w Chrystusa? Zabronionym mi to jest?
Przez kogo?
Bóg dał nam ludziom dar szczególny; rozum.
Jeśli ktoś twierdzi, że nie należy z tego daru korzystać tylko kierować się
dogmatami wymyślonymi przez kogoś w bliższej lub odleglejszej przeszłości
Jeśli ktoś wpierał będzie we mnie, że jedynym objawem wiary jest uczestniczenie
w ceremonii gdzie scena i kostiumy wyreżyserowane są a każdy gest, każda poza
odtwarzane na pamięć
Ja wówczas krzyczę: v e t o!!
Nie można tak tego daru traktować! To jest dar od Niego! On dając nam te szare
komory wiedział, co czyni i nie wolno nam tego zmarnować!
Trzeba czasami przeczytać „Pismo” i korzystając z daru rozumu próbować pojąć! A
nie słuchać przemyśleń innych.
Toż to w najlepszym razie lenistwo! Grzech przecie.
Czyż faktycznie Bóg jest zamknięty w jakiejś szczerozłotej czy pozłacanej
skrzynce?
Czy do Boga naprawdę bliżej jest poprzez „prześlicznie” malowane kopuły
świątyń?
Czyż nie bliżej jest do Niego wśród gór czy w katedrze drzew pod kopułą gwiazd?
Przecież to jest właśnie Jego świątynia!
Tamto zaś to tylko przejaw próżności i pychy ludzkiej! Powiem szczerze;
głupoty!
Nie godzę się, że te złocenia, te spędy, te teatralne gesty, to recytowanie
formułek Bogu jest potrzebne!
Czyż nie milszym i szczerszym jest, gdy komuś powiemy coś może i słowem
prostym, ale swoim niż gdybyśmy recytowali najwspanialszych nawet mistrzów
słowa? Śmiem twierdzić, że milsze Mu jest wręcz nasze milczenie niż ten
jarmarczny hałas i zawodzenia.
Wiara nie jest na pokaz. To nie rewia!

Co do tej chrześcijańskiej większości też mam pewne wątpliwości. Boć w oparciu,
o co są te twierdzenia?
W oparciu o rejestry? W oparciu o oświadczenia „wierzących”? W oparciu o
uczestnictwo w obrzędach? W oparciu o ilość obrazków na ścianie?
Czy jeśli oświadczę żem Eskimos, Indianin lub buddysta to jestem nim
automatycznie?
Proszę zatrzymajcie się, choć na chwilkę i rozejrzyjcie wokół.
Spójrzcie na bezmyślne niszczenie Jego dzieła. Żadne ze stworzeń nie pustoszy
tego pięknego świata tak jak my!
Spójrzcie na ilość pomników stawianych za życia...
Spójrzcie na seryjną produkcję jakichś świętych...
Spójrzcie na te oczy pałające „miłością bliźniego”...
Spójrzcie...
Czy tak postępuje chrześcijanin? A cóż to ma wspólnego z wyznawcami Chrystusa z
czasów Mu nieodległych?
Czy w tym całym panteonie tysięcy świątków jest jeszcze miejsce dla Boga?
Czyż gdyby Chrystus przybył dziś nie pogoniłby ponownie batogiem tego
tałatajstwa?
Bogiem kupczyć nie wolno! Boga przywłaszczać sobie nie wolno! On nie jest nasz.
To my jesteśmy Jego własnością!

Jeślim zranił uczucia kogo... Przepraszam nie to było zamierzeniem mym.

Najniższe ukłony!
Mający wątpliwości i szczycący się tym! M.J.



Temat: Chce byc gosposia domowa !!!
Gość portalu: werka napisał(a):

To one zapełniały półki domowych
>
> bibliotek, to one ciągały pociechy do teatru, filharmonii. Nigdy się nie
> nudziły, ale myślę, że miały komfortową sytuację ... ich koleżanki, znajome,
> krewne prowadziły takie samo życie. Mężowie pracowali od 8 lub 9 do 17 i
kiedy
> wracali do domów czekały tam zadbane, wypoczęte żony, dobry posiłek i ułożone
> dzieci. Ja też bym tak chciała, może dlatego, że tak dobrze jeszcze pamiętam
> magiczną atmosferę tych domów. Niestety nic z tego! Moja matka i jej siostry
> też żyły już w kieracie praca - dom.

Niesamowite te Twoje Babki. Jej, ogrooooomnie zazdroszcze! To o czym piszesz to
wlasnie szczyty moich marzen. Ubolewam, ze ja nie mialam takiej rodziny :(

> Tak się zastanawiam, czy współcześni
> mężczyźni chcieliby mieć wykształcone żony, które cały swój intelekt i serce
> oddają na tworzenie magicznych domów. Myślę, że wielu chciełoby. Niestety...
> mało który może tyle zarobić, by mieć taki dom. Z kolei kobiety już wiedzą,
że
> wymarli mężczyźni, którzy rozumieli co to obowiązek wobec rodziny. Można było
z
>
> żoną i dziećmi nie mieszkać, ale łożyć na ich utrzymanie należało
bezwarunkowo,
>
> w innym przypadku dotykał go ostracyzm ze strony rodziny. Sądy nie były
> potrzebne. A teraz? Było... i minęło bezpowrotnie.

Masz calkowicie racje. Ale czy w tych czasach mozna liczyc na wiekszosc
mezczyzn? Na to, ze naprawde beda az tak zaradni i ambitni? Staraja sie ale
wystarczy sie rozejrzec wokolo aby stwierdzic, ze inne wartosci kroluja. Poza
tym dzis duzo facetow to tchorze. Uciekaja od odpowiedzialnosci. Moja siostre
opuscil chlopak (ponoc kochal) gdy miala podejrzenie o raka. Raka nie bylo,
chlopaka tez. A moi dziadkowie juz byli ze soba na dobre i na zle, w najgorszej
chorobie babcia pielegnowala dziadka, myla go, karmila i dbala o caly dom.
Ujelo mnie Twoje okreslenie "magiczny dom". Mmmm... wlasnie taki magiczny
zakatek mi sie marzy. Pelen harmonii, ze swoja specyficzna atmosfera pelna
milosci, ciepla i zycia. Chcialabym miec rodzine, z ktora cale weekendy
bawilibysmy sie w ogrodzie: pili wino, grali w karty, tanczyli, jedli,
plotkowali, czytali poezje, malowali obrazy, spiewali (ja bym grala na
pianinie), zartowali, szyli, zbierali owoce czy robili wycieczki do lasow itd..
Jest cala masa rzeczy, ktore sa piekne i ktore chcialabym robic. Ale nie mam
ani tego domu, ani tego meza ani rodziny o jakiej marze. Pozostaje komputer,
wypady do knajp, restauracji czy disco. Kocham tanczyc ale tlumy dyskotekowe i
smrod papierosow i ta paskudna muzyka jaka jest teraz modna... dzialaja mi na
nerwy.



Temat: Ewolucja a dusza człowieka
Religji,przynajmniej w mlodszych klasach,czy nalezy uczyc?Z nauki religji,mlody
czlowiek otrzymuje pierwsze moralne zasady ktore ida z nim przez zycie.
Byc moze,nie dostanie ich w domu.Stary i Nowy Testament ,juz same slowo
Testament,mowi samo za siebie i duzo uczy.Stary Testament,Biblija,jest stara
ksiega znana do naszych czasow,z ktorej kazdy czlowiek moze cos wziasc dla
siebie,na przyklad,sedzia,adwokat;Sad Salomonowy,z dwiema matkami i dzieckiem.
Pisaz:Krol Dawid i Bat Shewa,milosc,zdrada,i zbrodnia;Dostojewski-Zbrodnia i
Kara,Poeta;Piesn Nad Piesniami Krola Salomona.Wygnanie Adama i Ewy z Raju-
bo chcieli dorownac madrosci Boskiej.
Nie grzeszyc- przyklad;Sodoma i Gomora.Tlomaczenie snow i pycha,przykladem;
Jozef sprzedany do niewoli Egipskiej przez swoich braci z zazdrosci i za
piekne szaty; tlomaczenie snow ratuje go przed wiezieniem i wynosi go na
stanowisko.
Higiena;Biblia nakazuje mycie rak przed kazdym posilkiem i kapanie sie.
Prawo przestrzegania warunkow ludzkich przez pracodawcow,w stosunku do
zatrudnionych.Architektora-Budo wa Swiatyni. Malarstwo-Obrazy slynnych malarzy
czerpiacych natchnienie z Biblii.
Jedzenie koszerne-;Nawet bydlo nie moze jesc byle czego; dowodem-
wsciekle krowy.Cale Krolewstwo Salomonowe i jego 1000 zon,nie uchronilo go
przed powiedzeniem:Marnosc nad marnosciami i wszystko marnosc.
To najmadrzejsza Ksiega ktora dotrwala do naszych czasow i uczy nas dalej.
Nowy Testament uczy drogi krzyzowej ktora przechodzi czlowiek.
O duchu Swietym. A co znaczy modlitwa;chleba powszedniego daj nam dzisiaj,
Nie wodz nas na pokuszenie, Zbaw nas od zlego.Mowic to swiadomie,a nie klepac
przyslowiowych pacierzy.Nasz mozg tak nas poprowadzi i ustrzeze nas przed
niebezpieczenstwem glodu i innych katastrof.Zbiorowa modlitwa i wiara
prawdziwa,gleboka,moze przenosic gory.
Natomiast przeklinanie drugiego czlowieka dziala jak bumerang.
Nauczanie Religii zalezne jest od; kto uczy i jak uczy.
Sa nauczajacy mowiac "ja i Bog, a nalezy nauczac-" Bog i my".
Nie jest tez wazne,czy ktos wierzy lub jest innego wyznania,poniewaz religii
uczymy sie aby nie wejsc w konflikt rozumu z dusza, bo rozum jest to co
naczylismy sie z otoczenia a dusza jest oierwotna.
W Biblii na poczatku pisze;Ziemia byla pustkowiem,ciemnosc byla nad powierznia
wod a Duch Bozy uunosil sie nad wodami.Nie wolno oszukiwac wlasnej duszy bo
jako pierwotna jest msciwa.Wiec jezeli dwa Testamenty i Uczeni,mowia, to
nie moze byc pomylka.Na przyklad slowa;do 10-go pokolenia bedziecie placic
za grzechy ojcow swoich,czy to nie mowa o genach o ktorych pisza uczeni?
Na przyklad; nie grzeszysz obzarstwem a masz cukrzyce,wysokie cisnienie,
wziales to po przodkach razem z genami,nie mowiac o innych chorobach.
Jezeli w Polsce powojennej komunisci mogli nauczac mlodszych jakie pare lat po
wojnie,przerwali bo mowili,ze religia to opium dla narodu,to dzis na pewno
nalezy nauczac dzieci religii.Chociaz by podstawowych wiadomosci dobra i zla.
Ta gleba jest dobra,na ktorej wyrosna przysli uczeni,profesorowie,przywodcy
panstwa,i wielu madro-logicznie myslacych ludzi.
A co do tego dokad przechodzimy po smierci.Kazdy co przezyl smierc kliniczna
opowiadal o tunelu przez ktory przechodzi, gdzie jest jasnosc i cieplo, dokad
go ciagnie. Wychodze z zalozenia, ze jest to chec powrotu do lona matki,gdzie
nam bylo jak w Niebie,a eszystko odbieralismy jak bajke.Rodzac sie wchodzimy
w swiat zimny i rzeczywisty,tak zwany strach rodzenia sie.Ktore towarzyszy nam
cale zycie,wiec z tego wynika,ze dusze mamy w lonie matki.




Temat: Paweł Kukiz i jego wynurzenia osobiste !
Paweł Kukiz i jego wynurzenia osobiste !
Dlaczego, Twoim zdaniem, w Kościele nie ma Boga?

- Zasadnicza rzecz to przerost formy nad treścią. Byłem kiedyś w Licheniu, w
momencie gdy bardzo potrzebowałem być w Kościele. Ale to, co tam znalazłem,
przeraziło mnie. Licheń kojarzy mi się z przypowieścią, w której Jezus
wypędza kupców ze świątyni. Te wszystkie marmury, przepych, bogactwo...
Supermarket, a nie świątynia. Tu obrazek, tu woda święcona, tu różaniec:
idziesz przez supermarket z krzyżami. Wszystko wielkie, monumentalne,
przygniatające, a obok nędza i furmanki. To przez takie podejście do Boga i
religii trzeba potem sprzedawać kościół w Berlinie [tamtejsza zadłużona
archidiecezja zdecydowała się ostatnio na sprzedaż kilku świątyń - red.].

Kościół powinien być miejscem, gdzie można szukać nadziei i odzyskać wiarę.
Powinien być miejscem, do którego uciekam, a tymczasem stał się miejscem, z
którego uciekam. Nie poszedł w stronę Tischnera, tylko w stronę opasłego
proboszcza o ciasnych horyzontach myślowych. Kiedyś dla Kościoła
reprezentatywny był KIK, ale teraz ten nurt katolicyzmu to underground. A w
pierwszych ławkach zasiadają raczej dawni aktywiści partyjni. Przykładem mój
były dyrektor ze szkoły. W 1979 r. przywiozłem sobie z Loreto krzyżyk z Matką
Boską Loretańską. Kiedy zobaczył, że go noszę, wezwał mojego ojca i
stwierdził, że to jest szkoła socjalistyczna i nie będzie tolerował w niej
żadnych guseł. Dzisiaj szanowny pan dyrektor jest w radzie parafialnej, za to
ja mam do Kościoła drzwi zamknięte, bo nie można mi darować, że napisałem
piosenkę “ZChN zbliża się”.

Na marginesie: ciekaw jestem, gdzie w tym wypadku jest chrześcijańskie
przebaczenie. Może rzeczywiście jestem czarną owcą, co nie znaczy jednak, że
jestem owcą “złą” - raczej inną. A być może moja wełna też jest Panu Bogu
czasem potrzebna do jakiś wzorków. Na pewno jednak nie jestem baranem. A idąc
dalej za tą metaforą - uważam, że w Kościele jest wielu kiepskich pasterzy,
którzy myślą jedynie o tym, jak opchnąć mięcho i gdzie sprzedać dobrze wełnę.

- Ale Kościół to nie tylko duszpasterze. W olbrzymim stopniu od nas samych
zależy, jakie będą nasze wspólnoty. Odcinając się, odbieramy sobie wpływ na
ich kształt.

- Ale ja się wcale nie odcinam! Niedawno na zaproszenie mojego kolegi księdza
byłem na trzygodzinnym spotkaniu z młodzieżą. Rozmawialiśmy o wierze, o Bogu
i muzyce. Tylko że ten mój kolega ksiądz ma wyjątkowo światłego proboszcza.
Wybacz, ale po tym ostracyzmie, jaki spotkał mnie i moich bliskich w naszej
parafii, czuję, że drzwi Kościoła zostały dla mnie zamknięte. I na siłę
forsować ich nie mam zamiaru. Nie pójdę też do kościoła, w którym z figury
Jezusa kapie złoto. Moje miejsce jest raczej w przydrożnej kapliczce, w
Kościele, o którym tak pięknie pisze ks. Jan Twardowski w tomiku “Nie
przyszedłem pana nawracać”. To jest właśnie mój Kościół: żyjący duchem
prostoty, pokory, skromności, pełen ciepła, miłości, dający poczucie
bezpieczeństwa i budzący zaufanie. Kościół-schronienie.




Strona 2 z 2 • Zostało znalezionych 94 wypowiedzi • 1, 2

Design by flankerds.com