Menu
menu      Strona Główna
menu      piekne dziewczyny zdjęcia tapety
menu      piękne umięśnione łydki kobiety
menu      piękne ciała na pulpit
menu      piękne Domki drewniane
menu      piękne domy-projekty
menu      piękne dziewczyny w Rzeszowie
menu      piękne kobiety info
menu      piękne kobiety w pończochach
menu      piekne kobity w rajstopach
menu      piękne miejsca w Polsce
  • Krakowska Szkoła wysza
  • Podstawy chirurgii Szmidt sprzedam
  • Dochód podstawowy
  • arkusz organizacji szkoły podstawowej
  • forex podstawy gieldy walutowej
  • Podstawy statyki
  • Fundusze strukturalne wiadomości podstawowe
  • Podstawy Giełdy rynkowej
  • testy IQ Szkoła Podstawowa
  • Oglądasz posty wyszukane dla zapytania: piękne obrazki z miłości





    Temat: USA uznały trzy czeczeńskie organizacje za terr...
    USA uznały trzy czeczeńskie organizacje za terr...
    Rosja otrzymala w koncu to, o co od dawna sie usilnie starala:
    blogoslawienstwo swiatowej opinii publicznej na wojne w
    Czeczenii, konkretnie zgode Zachodu na te wojne. Latwo to bylo
    przewidziec tuz po 11 wrzesnia, gdy Putin skwapliwie poparl
    wojne z terroryzmem - Czeczeni pasuja do zachodniego (co nie
    znaczy, ze prawdziwego) obrazka fundamentalizmu islamskiego jak
    ulal. Jakis czas temu na forum Onetu roztoczylam lekko
    makabryczna wizje nowego "roponosnego" obrazu swiata: wojna w
    Iraku, eliminacja z rynku ropy OPEC dzieki zejsciu z cena przez
    miedzynarodowe koncerny do 15 dolarow za barylke i nowy podzial
    swiata na "roponosne sfery wplywow" pomiedzy USA i Rosje.
    Ostrzegalam tez Polakow, slepo zakochanych w Bushu Juniorze
    (czego nie pojmuje, bo ani piekny, ani madry. I zapewne skapy,
    choc zapewnie bogaty), ze w tym nowym podzialle swiata, dzieki
    polskiemu "tak" w NATO, Polska - tym razem na mocy gospodarczych
    ukladow - powroci do Matuszki-Rossiji. Rzecz jasna,
    rodzime "jastrzebie" sie na mnie wydarly, bo jest najciezszym
    grzechem brak milosci i zaufania do tej calej Ameryki, a juz
    okrutna herezje jest brak umilowania Juniora i posadzanie go o
    robienie interesow na boku z duzo dla US od Polski wazniejsza
    Rosja. Probowalam tlumaczyc, jak soltys krowie na miedzyy, ze
    interes w wojnie w Iraku i...rosyjskiej ropie moze miec pan
    Guzowaty, ale napewno nie pan Kowalski. Przypominalam (o czym i
    dzis w Gazecie), ze Rosjanie zdecydowanie chca kupic polskie
    rafineria, z gdanska na czele, nie po to, by przerabiac w nich
    amerykanska rope itd.itp.- jak grochem o sciane i hurra na
    Bagdad. A teraz wyglada na to, ze moja nowa wersja "ludluma" sie
    sprawdzi: Rosja ma zgode na rozprawienie sie z Czeczenami
    (i "wyzwolenie" dla Rosji ropy Kaukazu i Zakaukazia), za co nie
    bedzie juz dluzej przeszkadzac panu Bushowi w jego dziejowej
    misji "wyzwolenia" irackiej ropy spod panowania Irakijczykow. I
    ze ten powrot Polski do Matuszki-Rossiji jest blizej i blizej...



    Temat: Szczerze aż do bólu
    Zatytułowałaś szczerze do bólu, to ja też właśnie do bólu szczerzy Ci
    odpowiem. I zapewne to nie jest to czego się spodziewasz, ale trudno. Nigdy,
    ale to nigdy nie miej czelności taragać się na własne życie. Wiem, że czasem
    jest źle, że czasem chciałoby się po prostu zniknąć i już nigdy nie musieć
    stawiać czoła problemom. Ale to jest za łatwe, egoistyczne i jest wyrazem
    słabości. Może to moje przeżycia powodują że mam taki a nie inny stosunek do
    samobójstwa. Najbliższa mi osoba ma za sobą dwie próby, to straszne przeżycie
    dla rodziny. Jeżeli myślisz że byłabyś w stanie zgotować rodzicom i bliskim
    takie piekło, to gratuluję pomysłu. Kiedyś pisałaś, że nie powiesz rodzicom o
    chorobie, a zapewniam Cię że ta informacja byłaby dla nich trudna, ale też
    byłaby niczym w porównaniu z bólem jakiego by doznali gdybyś chociaż próbowała
    coś sobie zrobić.
    Jesteś chora, chorzy ludzie powinni szukać pomocy. Piszesz że nie możesz
    przestać jeść, ja też czasem nie mogę, ale co z tego. Nie tracę wiary, że
    któregoś dnia będe potrafiła przestać. I to nie sa wydumane stwierdzenia, ale
    wszystko zależy od Ciebie. Nie dajesz rady sama, szukaj pomocy u specjalisty,
    szukaj pomocy u rodziny, przyjaciół. Przemyśl to wszystko, nie głoduj, bo
    między innymi stan wygłodzenia Twojego organizmu powoduje napady. I wiesz co,
    może spróbuj spojrzec na to z innej strony. Ciało jest tylko opakowaniem,
    kiedyś i tak nie wygrasz z naturą, za kilkadziesiąt lat... a to co w głowie
    sie nie zestarzeje. Czy wspominając swoją młodość chcesz widzieć tylko obrazy
    bulimicznych zachowań. Ja juz zniszczyłam kawał swojego życia, bardzo żałuję,
    bo miałam szansę na piękne wspomnienia z tamtego okresu, ale zmarnowałam ją.
    Nie marnuj swojej szansy.
    I nic więcej nie mogę napisać ponad to że uważam że powinnaś podjąć leczenie,
    ale musisz tego chcieć, musisz podjąc wysiłek i walczyć. Stawką jest życie,
    możesz je wygrać albo zmarnować. Wybór należy do Ciebie.
    Mimo wszystko trzymam za Ciebie kciuki.

    Może zacznij od tego żeby starać się normalnie jeść, żeby się nie głodzić. Z
    doświadczenia wiem, że systematyczne posiłki pomagają walczyć z napadami.
    Spróbuj wytrwać, już niedługo zobaczysz efekty. Ale na miłość Boską, 300 kcal
    to proponuję zjeść na śniadanie, a potem jeszcze ze 4 posiłki w ciągu dnia.
    Pozdrawiam






    Temat: co to jest sztuka ?
    To bylo Piekne - Katolsko-Wolominskie :O))
    ysle, ze na drugie powinienes zafundowac sobie "lom_z_lomianek, i kazac sie
    pokropic.
    Zakipiales przepiekna miloscia blizniego - pewnie jeszcze nia dyszysz. Przyznaj
    sie hultaju )) Czy moge zwracac sie do ciebie 'prosze ksiedza'? Raczej watpie
    by jakis laik mogl kiedykolwiek zapalac tak swietym oburzeniem jak ty.
    .
    Cees powiedzial ci prawde a ty zamiast uczyc sie od madrzejszego walczysz z
    niewygodnymi faktami. Gdyby galeria w NY wystawila Nieznalska to nie byloby
    zadnej sprawy o rozpowszechnianie. Zwlaszcza gdyby, tak jak to mialo miejsce w
    Polsce, publika informowana byla, o tym, co bedzie ogladac.
    W konsekwencji wystawienia takiej instalacji mogloby zostac wstrzymane badz
    wycofane finansowe wsparcie galerii, ale nic poza tym. Galerii nie mozna
    podciagnac pod rozpowszechnianie - tak jak telewizji. Galeria to nie masowa
    prasa - nie rzuca sie w oczy tytulami czy obrazkami.
    Nawiasem mowiac ta awantura o ktorej wspomina Cees, podobnie jak ta w Polsce,
    wynikla z ignorancji tych co podniesli raban. Artysta byl Afrykaninem z regionu
    w ktorym odchody slonia sa symbolem obfitosci i dobrobytu (kto ma do nich tam
    dostep, ten ma dostep do budulca, drogocennego nawozu, domaterialu
    opalowego). "Co dla jednych zlotem dla innych jest lajnem..." Awantura wybuchla
    wiec na gruncie nieznajomosci roznic kulturowych.
    .
    Nieznalska ma takie samo prawo do uzywania symbolu krzyza jak ty czy jakis inny
    biskup - tak dlugo jak nie jest jej celem szarganie tego symbolu i obrazanie
    waszych uczuc. Innymi slowy, nie masz prawa do wylacznosci na sposob uzywania
    tego symbolu. Wiem ze bardzo bys chcial, a reszta Nygusow z toba - ale nie
    masz. Chocbys skichal sie na stojaco i ze zlosci pekl ))
    Uspokoj sie wiec moze...
    .
    K.P.




    Temat: browanx :DDDDD

    no Bracie )))) to dla Ciebie ))

    DEZYDERATA
    Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech i pamiętaj, jaki spokój można
    znaleźć w ciszy.

    O ile to możliwe bez wyrzekania się Siebie bądź na dobrej stopie ze wszystkimi.

    Wypowiadaj Swoją prawdę jasno i spokojnie, wysłuchaj innych, nawet tępych i
    nieświadomych, oni też mają swoja opowieść.

    Unikaj głośnych i napastliwych, są udręką ducha.

    Porównując się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały, bowiem zawsze
    znajdziesz lepszych i gorszych od siebie.

    Niech Twoje osiągnięcia zarówno jak plany będą dla Ciebie źródłem radości.

    Wykonaj swą pracę z sercem, jakakolwiek byłaby skromna, ją jedynie posiadasz w
    zmiennych kolejach losu.

    Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa.

    Niech Ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty, wielu ludzi dąży do wzniosłych
    ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu.

    Bądź Sobą, zwłaszcza nie udawaj uczucia.

    Ani też nie podchodź cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i
    rozczarowań ona jest wieczna jak trawa.

    Przyjmij spokojnie co Ci lata doradzają z wdziękiem wyrzekając się spraw
    młodości.

    Rozwijaj siłę ducha, aby mogła Cię osłonić w nagłym nieszczęściu. Lecz nie
    dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności.

    Obok zdrowej dyscypliny bądź dla siebie łagodny.

    Jesteś dzieckiem wszechświata nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być
    tutaj.

    I czy to jest dla Ciebie jasne czy nie wszechświat bez wątpienia jest na dobrej
    drodze.

    Tak więc żyj w zgodzie z Bogiem, czymkolwiek On ci się wydaje, czymkolwiek się
    trudzisz i jakiekolwiek są Twoje pragnienia, w zgiełkliwym pomieszaniu życia
    zachowaj spokój ze swą duszą.

    Przy całej swej złudności, znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat.

    Bądź uważny. Dąż do szczęścia.

    Znalezione w starym kościele Św. Pawła w Baltimore. datowane 1692r.

    *********

    do tego posyłam:

    www.proszynski.pl/ksiazki/images/teleranek.jpg

    www.zemstablondynek.webpark.pl/obrazki/piwo.jpg

    www.tawerna.art.pl/images/piwo.jpg

    *********

    Całusy Ola ))




    Temat: Tradycyjne zdobienie okien na Zawodziu
    Axl !!!
    Proszę cię przestań już się ośmieszać.
    Najpierw piszesz że:
    "bo nie potraficie dostrzec piękna Bożego w naturze którą
    stworzył."
    Co świadczy o tym, że powinienieś wiedzieć co w twoim i twoich bliźnich życiu
    jest i powinno być najlepsze, bez podpierania się Biblią

    A później
    "Katolik musi coś widzeć żeby uwierzyć, dlatego wiesza sobie bożki,
    figurki, obrazki i się do nich modli, bo nie potrafi przez wiarę zwrócić się do
    Niewidzialnego, choć ten jest blisko tych którzy go szukają. A Boga nie
    znajdzie się przez tradycje pogańskie, które tyle razy potępił w Biblii. Dal
    mnie ważniejsze jest to co Bog od nas oczekuje, a nie oddawanie mu peseudo czci
    w sposób jaki się nam podoba. Powtórze raz jeszcze, tradycje ludzkie,
    pogaństwo, bałwochwalstwo czy nawet czczenie Marii i innych świętych to
    praktyki które Bóg dosłownie potępia w Bibli i nikt nie może temu zaprzeczyć,
    kto choć trochę miał z nią doczynienia."
    Czyżbyś był tym krytykowanym przez siebie "katolikiem"?
    Przecież Pismo Święte (i stary i nowy testament), nie było pisane ręką Boga
    tylko rękami ludzi z krwi i kości. Więc na 100% nie możesz być pewny,że to
    są "słowa" Boga.
    A tak na marginesie, pisząc "Twoim tokiem" - Bóg po wyprowadzeniu ludu z ziemi
    egpskiej, przekazał nam 10 jego przykazań, jak żyć i 2 przykazania miłości.
    Jednym z nich jest "Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego" i
    jeżeli się stosujesz do zaleceń Boga a po twoich wpisach można odnieść wrażenie
    że tak, to twoje słowa, że Włodek to ciemnogód i tym podobne ... hmm zostawię
    bez komentarza. A swoją drogą czasami miło się czyta jak ludzie potrafią sami
    siebie krytykować.




    Temat: SŁOŃCU - JEDYNEJ ADRESATCE
    SŁOŃCU - JEDYNEJ ADRESATCE
    Pudeko zakurzone trochę, otwierane czasem. Leżą tam drobiazgi drogie tylko
    dla ich właściciela.
    Każdy coś znaczy, każdy ma swą historię.
    Nie wszystko tam można włożyć. Sms-y pozostaną w telefonie, ponad setki
    wirtualnych listów nie da się spiąć żadną wstążeczką i położyć obok.... Leża
    tam dwa kwity kasowe, każdy opiewa na tą sama kwotę. Płacisz jednakową cenę
    za miłość, mimo upływu lat.
    Wystarczy zamknąć oczy, a obrazy stają przed oczyma.

    Nie potrafię już Ci mówić piękniejszych słów. Wszystkie piękne wiersze
    oddałem Ci. Wygłaskałem każde słowo przed wysłaniem go Tobie. Te słowa aż
    kapały. Zakląłem w tych słowach wszystko. Nie nasiąkłaś nimi, przegrałem
    bitwę o Wszystko.
    Oczy już nie potrafią płakać.
    Nie umiem dać Ci więcej niż serce. Pokazałem Ci wszystko co dać Ci mogę,
    wiesz co to jest. Wiesz, że nie mam już nic więcej by Ci dać....
    Już nie walczę o Ciebie, nie potrafię już.

    Słońce mi zachodzi, biegnę za nim, ono szybciej zachodzi niż ja biegnę.....
    Nie uciekaj przede mną.....

    Tuż przed chwilą obok – jeszcze ciepłe miejsce – teraz już zimne. Chwytałem
    to ciepło garściami, byłaś tu przecież przed chwilą.....

    Pamiętasz jak Cię niosłem, co Ci obiecałem na Placu Zamkowym, gdy powiesz
    mi „tak”?
    Tym jednym słowem zaniosłabyś mnie do nieba.
    Co zrobiłas ze spódnicą, pamiętasz?
    Pamiętasz nadawanie gwiazdek?
    Świeca nie dopalona, kapiące Twe łzy. Stało się.......

    Bezsilnie walę pięścią w kierownicę, pełna moc z głośników ogłusza, ale nie
    myśli. One i tak są..... Zawsze przebijają się. „Mój” utwór, który będzie mi
    Ciebie zawsze przypominał - rozbija mnie...
    Dalczego, dl;aczego, dlacego, dlaczego, dlaczego, dlaczego, dlaczego,
    daczego............ tak stało się, że zostałem bez Ciebie? Napiszę zażalenie
    do Pan Boga, czy on uwzględnia coś takiego? Przecież jest Bogiem, co to dla
    Niego?

    Ja nie chcę złego zakończenia - wrzeszczy mały chłopiec. Złości się i tupie
    nóżkami. Co mam mu powiedzieć? Mówiłem już wszystko – wzdycha starszy.

    Otwieram oczy. Pudełko obok.
    Pamiętaj o mnie, bo ja nigdy nie zapomnę........... Jeśli zapukasz, drzwi
    będą otwarte. Nie płacz już proszę....

    Wy którzy właśnie parskacie śmiechem darujcie sobie, odejdźcie. Proszę.




    Temat: KAMYK Agaty MIklaszewskiej
    KAMYK Agaty MIklaszewskiej
    "Kamyk"- powieściowy debiut Agaty Miklaszewskiej- otwiera i zamyka opis świąt
    Bożego Narodzenia. Te dwa, różne od siebie obrazki doskonale uchwyciły
    atmosferę chwil- zapamiętane z dzieciństwa spotkania z dziadkami i te drugie,
    inne i samotne święta. Dawniejszy widok musi wzruszyć i sprawić, choć to
    dopiero kilka stron, że książka dotyka osobiście i odnosi się do życia
    czytelnika.

    Bohater- nie znamy jego imienia- urodził się i wychował w górach. Jego
    rodzice prowadzą schronisko. Zapomniana przez ludzi okolica, ożywająca nieco
    w sezonie turystycznym, to dobre miejsce, by żyć bez telewizji, rozmawiać,
    budować więzi, żyć bardziej prawdziwie. Narrator ma brata. Przez wiele lat
    byli nierozłączni, nie kłócili się- rzadko zdarzają się takie rodzeństwa.
    Dopiero śmierć ukochanego ojca pokaże różnice między nimi- jeden w swej
    samotności palić będzie ogniska, w miejscu, w którym ostatni raz palili z
    ojcem. Drugi zapamiętale wykuwać będzie tunel w lodowcu- stąd okładka, która
    sprawia, że książka sama pcha się do rąk.

    Po latach, jako życiowy rozbitek będzie musiał wrócić do opuszczonego i
    zaniedbanego domu, w którym się wychował. W tym poszukiwaniu siebie w dawno
    minionych wspomnieniach jest pewne podobieństwo do "Jeżynowego wina" Joanne
    Harris. W obu przypadkach bohater musi uwierzyć - w cokolwiek-, odnaleźć
    siebie by jego życie odzyskało sens. W obu książkach szuka się głębi poza
    wielkimi skupiskami ludzi, w odosobnieniu kontemplując rzeczywistość. O czym
    jest "Kamyk"? O miłości- także tej w rodzinie- i samotności. O sile, jaką
    można znaleźć w dawno zapomnianych miejscach. Skąd tytuł? Góry pełne są
    kamieni, które jako jedyne zdają się być niezmienne- kamyki pojawiają się w
    książce Agaty Miklaszewskiej niczym refren- zbierane przez bohatera,
    sprzedawane, tworzące krajobraz…

    Atutem książki jest elegancki język- to odróżnia publikacje Wydawnictwa
    Czarne od innych rynkowych propozycji- staranny i piękny język. Pełna wiary
    powieść Agaty Miklaszewskiej ma w sobie coś z przypowieści. "Kamyk" to
    rozgrywająca się w lodowej scenerii ciepła opowieść familijna dla wilków
    stepowych. Tak naprawdę- dla każdego. To jeden z tych tytułów, które nawet w
    czasie gorących przygotowań do świąt potrafią roztoczyć wokół człowieka
    ochronny parasol i nie dopuszczać do niego żadnych zdarzeń, które nie mają
    miejsca na kartach książki.




    Temat: Antypolskie oblicze Czesława Miłosza
    Okropnie sie Lancecie wymadrzasz
    Madrosc to ma do siebie, ze jest - pokorna. Twoj ton zas, w swej
    zarozumialosci, jest nadety i bufonowaty.

    Majda zarzucil Miloszowi (miedzy innymi), ze jest wrogiem jezyka polskiego.
    Jest to absurd, ktorego oczywistosc jest ewidentna dla kazdego przecietnie
    inteligentnego osobnika, ktory przeczytal choc jeden wiersz lub krotki esej
    Milosza, ze nie wspomne o jakiejkolwiek jego powiesci. Nie o to nawet chodzi,
    ze pisal w jezyku polskim - wylacznie! - ale o to jak tym jezykiem potrafil sie
    poslugiwac.

    ***
    "Tomasz urodzil sie w Giniu nad Issa w porze, kiedy dojrzale jablko spada ze
    stukiem na ziemie w ciszy popoludni, a w sieniach stoja kadzie brunatnego piwa,
    ktore warzy sie tutaj po zakonczeniu zniw. Ginie to przede wszystkim gora
    zarosla debami. W tym, ze zbudowano na niej drewniany kosciol, kryje sie
    intencja wroga dawnej religii albo, byc moze, chec przejscia od dawnej do nowej
    bez wstrzasow; na tym miejscu odprawiali kiedys swoje obrzedy ofiarnicy boga
    piorunow. Z trawnika przed kosciolem, opierajac sie o ogrodzenie z glazow,
    widzi sie na dole petle rzeki, prom z wozkiem na nim, posuwajacy sie powoli
    wzdluz liny, za ktora ciagnie miarowo reka przewoznika (nie ma tu mostu),
    droge, dachy miedzy drzewami. Nieco z boku stoi plebania z szarym dachem z
    drewnianych gontow, podobnym do korabia na obrazkach. Wszedlwszy na schodki i
    nacisnawszy klamke, stapa sie po posadzce z wytartych cegielek ulozonych
    ukosnie w jodelke, a swiatlo pada na nia przez zielone, czerwone i zolte
    szybki, ktore budza podziw dzieci."
    ***

    To zaledwie probka, pierwsza z brzegu, sposobu w jaki poslugiwal sie jezykiem
    polskim Czeslaw Milosz. Trzeba jezyk darzyc wrecz miloscia aby potrafic tak
    pieknie nim sie poslugiwac. Kto zatem gada, ze Milosz byl wrogiem jezyka
    polskiego, delikatnie sie wyrazajac, nie wie co mowi. Milosz wrecz kochal mowe
    polska. Kto tego nie dostrzega, sam nie zna jezyka polskiego.




    Temat: Czy czytalibyście dalej?
    Czy czytalibyście dalej?
    Zależy mi na szczerej opinii. Czy po przeczytaniu "pierwszej strony", czyli
    tego, co poniżej, mielibyście ochotę czytać dalej? Pierwszy raz w życiu
    decyduję się na napisanie czegoś w rodzaju romansu, ale... no właśnie... Co
    myślicie?

    Tęsknota. Wyrażenie jej w wierszu czy w muzyce byłoby proste. Ale nie w
    malarstwie. Kiedyś nie stanowiłoby to może aż takiej trudności. Teraz ponad
    siedemdziesięcioletni Feliks musiał wykorzystać rzadkie chwile, kiedy jego
    dłonie nie trzęsły się. Chwile, kiedy czuł się na tyle dobrze, by móc wziąć
    pędzel do ręki. Chwile, kiedy obrazy w pamięci były wyraźne i mogły zostać
    przeniesione na płótno. Dziś był jeden z takich dni.
    Tęsknota. Gdyby spojrzał w lustro i namalował swoją twarz, swoje oczy… Jednak
    nie gustował w autoportretach. Na swoich obrazach nie przedstawiał też
    krajobrazów, budowli, ani nawet ludzi. Poza nią. Poza Marią. Od ponad
    trzydziestu lat malował tylko ją. Przedstawiona na płótnie, czasem się
    uśmiechała. Częściej jednak była zamyślona. Nie smutna, ale z pewnością
    zamyślona.
    Tęsknota. Maria nie bywała zamyślona. W całym swoim długim życiu nie spotkał
    nigdy kogoś równie beztroskiego. I równie bezwzględnego. Była piękna i
    wiedziała o tym. Była bożyszczem mężczyzn i potrafiła to wykorzystywać. On
    również stał się jej ofiarą.
    Pamiętał jej twarz. O tak, pamiętał doskonale. Każdy szczegół. Ale nigdy nie
    zobaczył w niej choćby śladu tęsknoty. Dlatego właśnie tak trudno było mu ją
    teraz namalować. Oddać w oczach Marii ból i tęsknotę, których nigdy u niej
    nie widział. Zmienić ją, choćby tylko tu, na obrazie. Sprawić, by go
    potrzebowała.
    Jego Maria.

    Duma. Hubert nie miał ochoty zadawać się z kimś takim, jak Daria. Wiedział,
    że jej się podoba, ale ona nie podobała mu się zupełnie. Nie lubił dziewczyn
    w okularach, a ona je nosiła. Wolał blondynki, a ona była brunetką. Był
    wysoki, a ona bardzo niska.
    Duma. Miał mocną pozycję w swoim liceum. Przez rok bił się z każdym, kto
    tylko ośmielił się z nim zadrzeć. Najszybciej biegał, najdalej skakał,
    najlepiej grał w piłkę. Dobrze wiedział, że połowa dziewczyn ze szkoły kocha
    się w nim i że nie ma takiej, której on nie mógłby zdobyć. Miał twarz amanta.
    Wyglądał dużo doroślej, niż jego rówieśnicy. Oryginalności dodawały mu długie
    włosy i oczy koloru miedzi.
    Duma. Nie chciał psuć sobie reputacji. A to właśnie stałoby się, gdyby zaczął
    zadawać się z bardzo przeciętnej urody niską brunetką w okularach z grubymi
    oprawkami, o imieniu Maria.

    Niemoc. Kiedy myślała o niespełnieniu, słowo „nigdy” brzmiało jak wyrok.
    Nieodwracalność. Niemożność cofnięcia czasu. Brak nadziei. Powolne umieranie.
    Niemoc. A jednocześnie świadomość tego, że jej obecne życie to suma wyborów,
    jakich dokonała przed laty. Była niedobra. Zła. Dla ludzi, a dla mężczyzn w
    szczególności. Kiedy jest się młodym, wszystko wydaje się wieczne. Czas nie
    ma znaczenia, bo nawet trudno zauważyć, że mija, choć wokoło dzieje się tak
    wiele.
    Niemoc. Teraz nie dzieje się nic. Dni są do siebie podobne. Czas odmierzany
    jest kolejnymi filiżankami gorzkiej herbaty, popijanej w samotności.
    Przyczyną smutku nie jest jednak brak kogoś, ale świadomość, że ten ktoś mógł
    być. I to nie los sprawił, że tak się nie stało. Tak zdecydowała sama Maria.

    Miłość. Wczoraj matka powiedziała jej, że to normalne. Że sama też nie raz
    płakała w poduszkę. Że to mija, jak pory roku. Że nie pierwszy i nie ostatni
    raz jest zakochana.
    Miłość. Najtrudniej zrozumieć, że ktoś jej nie chce. Nawet nie samej miłości,
    ale ciebie. Twojej osoby, twojej przyjaźni czy choćby twojego towarzystwa. W
    jakiś sposób to uwłacza, kłuje w serce. Czujesz się niepotrzebny. Zbędny.
    Trędowaty.
    Miłość. Daria już wie, że spróbuje znów. Ostatni raz.




    Temat: jak wybaczyć i zapomnieć zdradę emocjonalną???
    Dzięki za odzew.Ja silna?Nie wydaje mi się...właśnie gdybym wystawiła walizki
    uważałabym się za silną.
    Ja naprawdę go kocham,problem w tym ,ze już tego nie potrafię okazać ,albo on
    tego nie dostrzega.Od miesiąca nie wchodzi do skrzynki,nie kontaktuje się z
    babami(zreszta sama,,dałam im popalić''),ale na pytanie-czy może mi pokazać
    swoją skrzynkę(CHOĆ SWOJĄ DROGĄ MAM DO NIEJ HASŁO- o czym on nie wie
    oczywiście),zmienia temat.
    Myślę,że mogłabym mu to wszystko wybaczyć,gdyby wreszcie przyznał się do
    błędu,był uczciwy,dał mi oficjalnie hasło(on moje zna,bo nie wyobrażam sobie
    mieć tajemnic przed własnym mężem)
    A tymczasem ciągle kłamie,ze do nikogo nie pisał ponownie itd.
    Wtedy mam największą ochotę wygarnąc mu ,ze wiem w 100%,że kłamie,bo sama
    widziałam maile od panienek,sądzi,że to tylko moje domysły i dlatego mnie
    oszukuje.

    Dlaczego nie odejdę?T o nie jest takie proste ,jak się niektórym wydaje.Wiele
    nas łaczy,bardzo wiele wspaniałych wspomnień,teraz też bywa dobrze -na dzień
    Matki np.dostałam piękny bukiet kwiatów od synka(6-mcy)i życzenia milości w
    serduszku od synka i taty...jak oboje mi to wręczali ,aż łezka się w oku
    zakręciła
    O nasze Maleństwo też walczyliśmy długo i oboje przeszliśmy bardzo ciężką
    drogę,więc to nie jest tak,że moj mąż jest całkiem do niczego...wiele by tu
    pisać...
    zranił mnie jednak bardzo i tego co zrobił nie mogę zrozumieć,tak łatwo
    wybaczyć,ani zapomnieć

    kiedyś po klotni ze mną(wojna ,jak zwykle o internet)napisał taki wiersz:
    ,,Kiedy się złościsz
    chmur myśli tysiącem
    spadają na ziemię
    i wiatrem targane
    pustoszą mi świat
    słow nic znaczących krzesaniem
    i oceany wiary
    co wzbierając
    sięgać się nieba zwykle dawały na swych dnach
    zgorzknienia otchłani topią
    nadzieii obrazy
    i w deszczu strugach
    jak w karze jakiejś
    co ponadczasowy wymiar przybiera
    stoję iczekam
    bo kiedy się złościsz
    jestem i moknę
    kocham
    i nie narzekam"

    Piękne,prawda?Szkoda tylko,że innym też pisał wiersze,maile itp.ciekawe jakiej
    treści?Im wysyłał poezję na pewno w otoczeniu pięknych słow,mi tym wierszem
    rzucił w twarz-dosłownie zeszytem z tym i innymi wierszami-krzycząc -zobacz,co
    robiłem,jak ciebie nie było...
    był też inny wiersz-ostatni w zapiskach,a obok niego nr komórkowy
    wybranki,zapomniał go ,,wymazać"
    i tak w kołko...czy to się kiedyś skończy???
    zbliża się Dzień Ojca,pewnie jakoś to uczcimy,w końcu po tylu latach walki o
    dziecko i ojcu młodemu się coś nalezy...
    ale w sercu mam żal i nie wiem ,jak to dalej będzie???

    przecież mnie zdradził tak czy inaczej,ale zdradził naszą miłość
    i co teraz myślicie kochani???
    Pozdrawiam wszystkich gorąco!
    To pisanie koi mój ból.
    Pa!




    Temat: KWESTIONARIUSZ
    >gdzie i jak mieszkasz
    W Alpach szwajcarskich, dom z widokiem na piekne jezioro

    > > ile masz komputerow w domu
    3+laptop (niewinne hobby mojego lubego)

    > > mac czy pc
    pc

    > > co lubisz pic
    roznie, w lecie wode, soki i chyba zawsze kawe, z alkoholi malibu z mlekiem i
    piwo:o)

    > > jaki obrazek masz na podkladce do myszy

    brak, ale chcialbym miec taki trojwymiarowy z jakims fajnym widokiem albo
    zwirzem

    > > jakiego koloru jest twoja posciel
    Teraz w pasy z jakimis chinskimi literkami

    > > jaki jest twoj ulubiony kolor
    bialy, czerwony, bez, brudny pomarancz

    > > ulubione gazety/tygodniki/miesieczniki
    National Geographic

    > > ulubione zapachy
    perfumy (niezliczone butelki) i konwalie

    > > najgorsze uczucie w swiecie
    wszystko co wiaze sie z porazka i strach o bliskich

    > > najwaspanialsze uczucie na swiecie
    milosc i szczescie

    > > domowe zwierzeta
    kot

    > > bracia i siostry
    brak niestety :o(

    > > ulubiona melodia
    jest ich tak wiele ale teraz przyszla mi do glowy sciezka dzwiekowa z Twin
    Peaks i Braveheart

    > > o czy mnajpierw myslisz ajk wstajesz rano
    W tej chwili o grze od ktorej jestem uzalezniona

    > > czy roller-coasters(???) sa ekscytujace czy przerazajace
    Nie wiem co to jest???!!!

    > > olowek czy dlugopis
    pioro kulkowe albo dlugopis zelowy

    > > gory czy morze
    wszystko co piekne i nie zatloczone turystami

    > > ile razy pozwalasz telefonowi dzwonic zanim podniesiesz sluchawke
    teraz jak nie wiem kto dzwoni to wogole nie podnosze bo sie boje ze nie zrozumie

    > > miastowa czy country (???)
    chyba raczej country z dostepem do miasta

    > > czekolada czy wanilia
    czekolada Milka

    > > czy lubisz prowadzic samochid
    tak ale w duzym ruchu ulicznym panikuje

    > > burza - przerazajaca czy wspaniala
    piekna i grozna

    > > gdybys chciala spotkac jedna osobe kogo wybralabys
    chyba nie mam jakis szczegolnych marzen w tym wzgledzie

    > > znak zoodiaku
    ryby

    > > ulubiona marka samochodu
    Citroen C3

    > > gdybys mogla wybrac sobie zawod zostalabys ...
    odkrywca leku na HIV

    > > gdybys mogla ufarbowac wlosy na dowolny kolor, to bylby
    teraz mam blond i ogolnie rzecz biorac mialam juz wszystkie kolory

    > > co masz na scianie swojego pokoju:
    Nasze zdjecia

    > > szklanka jest do polowy pelna czy do polowy pusta?
    roznie to z tym bywa

    > > ulubiony sport:
    lyzwiarstwo figurowe do ogladania

    > > Jestes leworeczna, praworeczna, a moze obureczna?:
    praworeczna

    > > co trzymasz pod lozkiem?:
    Ja nic a moj luby worek z ubraniami wojskowymi, kot myszy zabawki

    > > ulubiony cytat:
    Hmmmm...teraz nic nie przychodzi mi do glowy

    > > ulubiony program telewizyjny:
    ostatnio seriale o CSI

    > > ulubiony film:
    Wiele ale np. Thelma i Luise, Skrzypek na dachu

    > > ukochane miasta:
    Krakow, Edynburg, Wieden




    Temat: Nagrodzone wiersze z Saskiej Kępy
    Nagrodzone wiersze z Saskiej Kępy
    Jerzy Słomczyński

    Ballada o Krysi i Marcie zwanej Tili Wańkowiczównych

    Czy można wybudować domeczek,
    Który choć nowy będzie jak przyjaciel stary ?
    Dla pisarza z żoną, ich dwu córeczek
    Na Żoliborzu, byle zdążyć przed wojny pożarem.

    Panie architekcie Tołłoczko w tej willi
    Dla Melchiora i Zofii piętro pierwsze całe
    Drugie piętro dla Krysi i Marty zwanej Tili
    Po całym domeczku niech biegaja swobodnie małe.

    Po całym Żoliborzu biegały wkrótce już
    Aż na Placu Wilsona znalazła je Mama
    W koszu miały resztkę przydomeczkowych róż
    Te kwiaciareczki to Krysia i Marta Tili kochana.

    Do Żoliborskiego Klubu Sportowego na Wiśle
    Szło się spacerkiem jak do drugiego domu,
    Tutaj Marta Tili talentem znów błyśnie
    Nie da się foczka w pływaniu pokonać nikomu.

    Przyszedł czas gdy dzieci w szkole zaczynają nauczanie,
    Jak przystało na młode Żoliborzanki
    Siostry poszły w uczniowskie fartuszki ubrane
    Do szkoły zakładanej przez Siostry Zmartwychwstanki

    Córek radość życia, energię działania
    Tak charakterystyczne cechy młodości
    Ciekawość świata, chęć jego poznania
    Wspomaga Tata , Mama w swej mądrej miłości

    Marty Tili Płomyczkowe opowiadanie dziecięce
    O cudownej podróży kajakiem na Mazury
    Było jak obrazek co ma dialogi i puentę
    I jest godne Mistrza Dziennikarzy córy.

    Krysia współczuła ludzkiej niedoli
    Często żywiła w domeczku biednych,
    Chciała się kształcić do pracy na roli
    Praktykowała w majątku krewnych.

    Piękny pociągający jest świat
    Krysia i Marta Tili na rowerach nim mknęły
    Ze zdaną maturą, lekko im tak
    Europejską podróżą dorosłość rozpoczęły

    Kochające siostry wojna rozdzieliła
    Marta staraniem wielkim za granicę do Taty wyjechała
    Szczęśliwa rodzina już się więcej nie złączyła
    Krysia z Mamą na Żoliborzu w domeczku została

    Dzielny domeczek potrzebujących przyjął wielu
    Tu były konspiracyjne kursy i egzaminy
    Dzięki przyjaźni i pomocy sąsiadów
    Bezpiecznie się tu czuła młodzież z oddziału Krystyny

    Krysia w Powstaniu pseudonim Anna przyjęła
    Na rowerze towarzyszu pomaturalnej podróży
    Na spotkanie śmierci jako żołnierz Parasola pomknęła
    Domeczek z rozpaczy rozleciał się w gruzy

    O moim stadionie

    Jak tutaj było kiedyś pięknie
    Pamiętam miejsca tego czar
    Niech dzisiaj nie przelęknie
    Was brud i bazarowy gwar

    Chcę mówić o stadionie
    Co powstał w dziesięć lat
    Na gruzach tu po wojnie
    Zwożonych w stosy hałd

    Góruje on nad Wisłą
    Nad praskim rzeki brzegiem
    Z korony popatrz, Tylko
    Patrz w dal nie wokół siebie

    Bywały tu zawody
    W kronikach sprawdź sprzed lat
    Gdy stadion ten był młody
    Rekordy stąd szły w świat

    Dziś często tu przychodzę
    Coś kupić byle taniej
    Już chyba nie zapomnę
    Sprzed lat oczarowania

    I chociaż nie jest tutaj pięknie
    I nic nie kusi dawnym czarem
    Tak jakoś serce dziwnie mięknie
    I choć oszczędzę złotych parę

    Wierszyk Wedlowski

    Jak miło pobyć tu na Pradze
    Na Zamojskiego przy teatrze
    W powietrzu czuję czekoladę
    I na jeziorko sobie patrzę

    Tę czekoladę robi Wedel
    Ze swym podpisem z zawijasami
    Podpis ten złożył kiedyś Emil
    Tu z synem Janem są szanowani

    Szacunkiem Praga darzy Wedlów
    Co postawili tu kiedyś fabrykę
    Kochali Polskę choć byli z Niemców
    I bardzo dbali o pracowników

    Wkrótce po wojnie doktor Jan Wedel
    Utracił fabrykę umiłowaną
    Zamiast dostać zasługi medal
    Znalazł się za swa własną bramą

    Wedel istnieje, coć w innych rękach
    I w świat wysyła wciąz czekoladę
    Gdy na jej widok juz się uśmiechasz
    Tak jak ród Wedlów pokochaj Pragę

    ***************************************************
    Te trzy moje wiersze na konkursie Poetyckim "Praska Przystań Słowa"
    organizowanym w 2006 roku przez Praskie Centrum Kultury przy ul. Grochowskiej
    274 przyniosły mi nagrodę specjalną za wiersze o Warszawie.
    Inne moje wiersze i opowiadania są na stronie www.poeci.com/strony/jerzy100
    Pozdrawiam
    Jurek




    Temat: Teatr Witkacego-Apendix-czy warto?
    „Barabasz” to najnowszy spektakl zakopiańskiego Teatru Witkacego.

    Autor Pär Lagerkvist (1891-1974), poeta, prozaik i dramatopisarz, zaliczany do
    najwybitniejszych przedstawicieli szwedzkiej literatury XX wieku. Swoją
    twórczość rozpoczął pod wyraźnym wpływem Augusta Strindberga i ekspresjonizmu,
    potem przeszedł na pozycje bardziej realistyczne i historiozoficzne. Debiutował
    w 1912 roku. W 1951 otrzymał Nagrodę Nobla za powieść „Barabasz”. Na materiale
    tej powieści oparty jest ostatni tekst teatralny Lagerkvista „Barabasz”, który
    powstał w 1953 roku.
    Uczta dla oka i ucha.Warto to obejrzeć choć z niepokojami,
    z którymi wychodzimy z teatru i pytaniami, które co jakiś czas warto sobie zadać.

    Jak mają żyć ci, którym prawda nie została objawiona? Ci, którym dar wiary nie
    został dany? Jaki sens ma śmierć? Co kryje się po drugiej stronie?

    Dlaczego Bóg ocala łotrów, a nie ratuje tych, którzy świadczą o nim, tych,
    którzy mu zawierzyli?

    Dlaczego Bóg pozwala na śmierć „Kobiety zwanej Zajęczą Wargą”, dlaczego pozwala
    na Holocaust, na 11 września? Jaki sens ma cierpienie? Czy każdy jest w stanie
    unieść dany mu dar wolności? Dokąd zmierzamy? Jaki sens miała ofiara Chrystusa?

    Oglądając spektakl, pytań istotnych pojawia się więcej. Pretekstem do ich
    postawienia jest historia biblijnego Barabasza, uniewinnionego przez Piłata. Tak
    wybrał lud. Jego – łotra, złoczyńcę postanowił ocalić, a na śmierć skazał Chrystusa.

    Nowy Testament nie mówi jednak nic więcej na temat dalszych losów Barabasza.
    Postać ta zafascynowała Pära Lagerkvista, szwedzkiego pisarza, który biblijnego
    łotra uczynił bohaterem powieści, a potem dramatu. Dopisał jego historię.

    Barabasz Pära Lagerkvista to postać tragiczna, żyjąca z piętnem śmierci
    Mesjasza. Pyta, dlaczego tak się stało, co to znaczy, że tak miało się stać?
    Próbuje zrozumieć wydarzenia, których był uczestnikiem.

    Jest okaleczony, nie potrafi kochać. Chce, ale nie umie uwierzyć. Nie radzi
    sobie z danym mu darem wolności. Jego życie to nieustanne niepokoje i lęki.

    Ta historia, opowiedziana przez Pära Lagerkvista, a wprowadzona na scenę przez
    zakopiański teatr pod reżyserią Andrzeja Dziuka – nienachalnie, bez zbędnego
    dydaktyzmu, przenosi te niepokoje na widza. Zmusza do postawienia sobie pytań i
    próby odpowiedzi na nie. Poruszone problemy nabierają wymiaru uniwersalnego,
    egzystencjalnego. To przekonanie potęguje scenografia i muzyka

    . Scenografia Rafała Zawistowskiego to zresztą uczta dla oka. Oszczędna, wręcz
    ascetyczna, ale mocno zapadająca w pamięć. Grają tylko cztery kolory –
    dominujący szary, mocne akcenty czerwieni, biel i czerń. Jest też nieustanna gra
    światła i ciemności (dobra ze złem, miłości z nienawiścią). I szczątkowe
    rekwizyty, które uruchamiają wyobraźnię.

    Wędrówką po przestrzeni czasowej i geograficznej jest muzyka (autorstwa Pawła
    Steczkowskiego). Brzmienia afrykańskie, tybetańskie trąby, szkockie kobzy,
    śpiewy medytacyjne i dźwięki współczesne – w spektaklu ze sobą współgrają.

    Po spektaklu w pamięci pozostają obrazypiękna scena tłuczenia kamieni czy
    końcowy mistyczny obraz Ukrzyżowania. I jak mantra powtarzana przez aktorów
    pieśń: „Boże… Moje serce drży we mnie i ogarnia mnie lęk przed śmiercią…” .

    Każda ze scen została zbudowana bardzo precyzyjnie, misternie i zarazem
    oszczędnie, wręcz ascetycznie. Spektakl obfituje też w ciekawe pomysły sceniczne.

    Zakopiański „Barabasz” gra skojarzeniami. Sahak i Barabasz w scenie tłuczenia
    kamieni mają uniformy kojarzące się ze strojami więźniów z Oświęcimia. Scena
    tańca (w rytmach muzyki współczesnej) to jednocześnie taniec chocholi z naszego
    „Wesela”. „Barabaszu, dokąd idziesz?” – to pytanie kończy jedną ze scen. Brzmi
    gdzieś w ciemnościach. Niepokoi.

    Okaleczeni, niezdolni do miłości i wiary. Ślepi i głusi. Z nieustannym lękiem
    przed śmiercią. Zagubieni. Pozornie wolni. Jak Barabasz.

    I choć pytanie przywołuje powieść Sienkiewicza „Quo vadis” (którą z „Barabaszem”
    łączy punkt wyjścia – czasy początków chrześcijaństwa, a także fakt, że obydwie
    powieści otrzymały Nagrodę Nobla), na scenie zakopiańskiego teatru staje się
    pytaniem egzystencjalnym.(Beata Zalot)

    18 i 19 stycznia 2008 r. odbyła się polska prapremiera spektaklu „Barabasz” w
    Teatrze „Witkacego (pod patronatem honorowym Ambasady Szwecji).

    Zapraszamy!



    Temat: Ciąża a zespół lęku napadowego
    Witam Cie serdecznie Magenta...

    Bardzo poruszyl mnie Twoj list. Poruszyl tak, ze scisnelo mi gardlo, dostalam
    dreszczy... A wszystko dlatego, ze sama przechodzilam nerwice z napadowymi
    lekami. Mysle, ze moja nerwica nie byla tak nasilona jak Twoja (bylam tylko raz
    na izbie przyjec, jak nie moglam opanowac kolatania serca), a napady pojawialy
    sie nie czesciej niz raz dziennie. Niemniej jednak wspominam to jako jeden z
    wiekszych koszmarow mojego zycia, dlatego doskonale rozumiem Cie i Twoje obawy.
    U mnie objawy nerwicy lekowej trwaly jakies 3-4 lata, nie potrzebowalam
    szczegolnej terapii procz wizyt u neurologa i niezbyt duzej dawki lekarstw.
    Jednak napady skutecznie uniemozliwialy mi wlasciwie normalne zycie, musialam
    przerwac na rok studia, gdyz zwyczajnie - tak, jak Ty - nie potrafilam juz
    wyjsc z domu, na spacer, do sklepu, nie mowiac juz o jezdzeniu autobusem czy
    tramwajem do szkoly, siedzeniu na wykladach w zatloczonych salach itd... Moj
    lek (drzenie, zimny pot, dusznosc, kolatanie serca, nienormalne wyostrznie
    zmyslow, panika) budzilo praktycznie wszystko: obrazy i dzwieki (np. tv, kino),
    glosne rozmowy, rozne odglosy zycia codziennego (jakies stukanie, samochody,
    radio...), ciasne wnetrza, otwarte przestrzenie, ludzie (a zwlaszcza tlumy, w
    sklepach, na ulicy, w srodkach komunikacji, wszedzie..). Czasem lek przychodzil
    nagle, bez powodu. Praktycznie przez rok siedzialam zamknieta w domu, lykalam
    moje leki i tylko rozmyslalam, czy aby na pewno nie dostaje jakiegos obledu,
    czy to nie choroba psychiczna (wszyscy lekarze zapewniali, ze nie i mieli
    racje). Bylam totalnie zalamana. Az przykre objawy po jakims czasie zaczely
    powoli ustepowac. Leki mijaly, wrocilam na studia, potem poszlam do pracy i
    wyszlam za maz. W powrocie do prawie normalnego zycia bardzo pomogli mi moi
    rodzice i maz, byli niezwykle wyrozumiali. Mysle, ze to chyba najwaznieksza
    rzecz: wsparcie i zrozumienie ze strony bliskich; mysle, ze masz wspanialego,
    kochanego meza!
    Nauczylam sie zyc z moja nerwica, bo ona nigdy tak do konca mnie nie opuscila.
    Tak jak Ty miewam straszliwe dolki, psychicznie czuje ze wariuje, ale usilnie
    walcze z tym i umiem przegnac w pore zblizajacy sie lek (nawet nie wiem jak ja
    to robie! :-). W ciazy bylam dwa razy w ciazgu ostatnich dwoch lat, czyli juz
    w okresie wyciszenia nerwicy. Poronilam obie ciaze z powodow jeszcze mi nie
    znanych, w tej chwili przechodze rozne badania. Ale musze Ci powiedziec, ze te
    krotkie okresy ciazy (2 i 3 miesiace) byly dla mnie jednymi z najwspanialszych
    chwil w zyciu. Fizycznie czulam sie wtedy wysmienicie, lepiej niz normalnie,
    psychicznie to byl u mnie szczyt radosci i poczucia szczescia, ze mam w sobie
    malego czlowieczka, moje dziecko... W ciazy zapominalam o wszystkich moich
    lekach, nic sie nie liczylo, tylko ja, maz i moje dziecko. Mysle, ze bede
    najszczesliwsza osoba na swiecie jak w koncu uda mi sie urodzic mojego
    malucha...

    Kochana Magento, zycze Ci z calego serca, jak najmocniej potrafie bys przegnala
    precz leki, bys zwalczyla, wyleczyla lub chociaz wyciszyla kiedys nerwice, bys
    znalazla w sobie, w swojej niezwyklej, pieknej sytuacji sile, radosc i spokoj.
    Pomysl, ze teraz wszystko bedzie i jest piekniejsze, bo bedziesz miec swoje
    malenstwo, ktoremu dasz milosc, czulosc i ONO rowniez da Ci milosc, ktora
    sprawi, ze zapomnisz o wszystkim... Doskonale Cie rozumiem, ze nie masz ochoty
    na spotkanie z grupa wsparcia kobiet w ciazy, ze musialyby byc to kobiety po
    takich samych przejsciach. Wiem, wiem... Uwazam, ze masz w tym wzgledzie racje,
    gdy ja bylam w takim stanie - czulam, ze nikt, naprawde nikt mnie nie moze
    zrozumiec. Potrzebowalam jedynie przytulenia i bliskosci, a o to zadba na pewno
    Twoj maz :-) Dobrze by bylo gdybys miala jakas przyjaciolke, z ktora czasem
    mozna po babsku pogadac, ktorej tez mozesz sie wyplakac w rekaw. Ale nie
    zmuszaj sie do niczego, czego nie chcesz robic.
    Byc moze pozniej przyjdzie Ci na to ochota. Wszystko w swoim czasie.

    Co do mieszkania w wielkim miescie... Zgadzam sie z Toba, duze miasta wpedzaja
    niestety nadwrazliwych (nadwrazliwosc to nie jest dobra cecha...)
    w leki i nerwice, a napewno w stan ogolnego stresu i poddenerwowania. Ja
    mieszkam w Poznaniu i tez ten obled miejski mnie przeraza, przytlacza. Odzywam,
    gdy moge pobyc troche na lonie natury, w ciszy, zieleni.

    Magento, jesli chcialabys jeszcze porozmawiac, to pisz tu na forum. Zawsze
    znajde chwilke by pogadac. Jesli wolalabys na priva, to daj znac o tym na
    forum, gdyz bede musiala 'odpalic' swoja gazetowa skrzynke.




    Temat: Młodzi z przedmieść Paryża są wściekli - rozmow...
    Problem jest ilosciowy. Przy bardzo niewielu 'rdzennych' (sa tu w kazdym razie
    od dawna) mieszkancach Polski wyznajacych islam a przy tym wiedzacych, ze
    mieszkaja w Polsce i niemajacych pomyslow ni tez mozliwosci propagowania islamu
    mozna chodzic puszac sie tolerancja. To po prostu mala grupa, ktora zna swoje
    miejsce. Nawiasem mowiac, jakis czas temu byl artykul w Rzeczpospolitej o
    konfliktach w polskiej muzulmanskiej grupie wyznaniowej miedzy 'starymi'
    a 'nowymi' - przybylymi do Polski Arabami itp. Ponoc mlodz tatarska jezdzi do
    krajow arabskich po nauki...

    Dopoki islam nie chcial (raczej nie mogl) nam zagrazac, problemu nie bylo.
    Teraz problem jest. Chcialbym przesadzac, ale obawiam sie, ze bedzie z nami
    krucho. Po jednej stronie zdeterminowana, pozbawiona skrupulow i szczerze nas
    nienawidzaca (islamofilskich lewakow tez, nawet bardziej niz chrzescijan, niech
    sie nie ludza) masa islamska (wydaje sie, ze coraz bardziej jest taka), po
    drugiej laicko-lewackie spoleczenstwa, ktore nie chca walczyc (im sie juz nawet
    w glowie nie miesci, ze moga istniec ostre konflikty, ktore moglyby ich
    wytracic z przyjemnej egzystencji). Degrengolada, pedalstwo i mialkosc.

    Jakie szanse mamy? Kto bedzie chcial ginac za Granade? Gdy Maurowie znow zaloza
    w Andaluzji kalifat, w Paryzu maszerowac beda manifestacje pokojowe a
    Liberation bedzie publikowac sazniste artykuly o tym, jak pieknie jest, ze znow
    moze rozkwitnac al-Andalus pietnujac przy tym klerykalno-faszystowska
    andaluzyjska partyzantke, z ktora rzad w Madrycie moglby wreszcie cos zrobic,
    aby nie zaostrzac sytuacji.

    Bedzie (juz jest) nowy appeasement, tym razem islamu, znowu bedziemy mieli i
    hanbe i wojne.

    Mam jednak nadzieje, ze sa jeszcze ludzie, ktorym nie jest obojetne czy w
    europejskim miescie bija dzwony czy z minaretu drze sie muezzin. I ze Granada
    pozostanie hiszpanska.

    Zdelegalizowac islam mozna bardzo prosto. Np. w polskiej konstytucji jest
    napisane, ze nie wolno odwolywac sie do idei nazizmu i komunizmu, mozna dodac
    islam. Malo skuteczne, ale pierwszy symboliczny krok jest. Nastepnie pozamykac
    meczety, rozwiazac organizacje islamskie (wszelkie, nie bawic sie w dobrych i
    zlych muzulmanow), deportowac wyznajacych islam (tych ktorzy sa z zewnatrz),
    nekac i dyskryminowac tych, ktorzy sa z wewnatrz itp. Stopniowo, co nagle to po
    diable. Nieprzyjemne, bo gdzie tu prawa czlowieka itp., ale lepiej jest
    nieprzyjemnie zyc w Londynie czy byc dhimmi w Londonistanie?

    Dwiema rekami sie podpisuje pod twierdzeniem, ze trzeba islam poznawac. Wroga
    trzeba znac i wiedziec, czego sie w nim nie lubi. Jesli sie tego nie wie,
    pie.. sie glupoty o religii milosci, tolerancji - nie wie sie nawet, ze
    muzulmaninowi wierzyc nie mozna w niczym, gdyz w odniesieniu do niewierych nie
    obowiazuja zadne zasady, a klamstwo czy oszustwo w celu szerzenia islamu jest
    cnota (takiyya).

    Niestety oni _sa_ z innego swiata, czy to sie komus podoba czy nie. Islam jest
    radykalnie inny od judeochrzescijanskiej cywilizacji. W zasadzie juz samo to,
    ze mieszkaja w kraju, ktory nie jest islamski jest dla nich nieznosnym
    kamieniem obrazy, stad te pomysly o samorzadach, obowiazywaniu innego prawa dla
    nich czy tez oburzenie na francuska policje, ktora wkracza do islamskich
    enklaw. Oczekiwac od nich szacunku do kultury europejskiej to jak oczekiwac od
    anarchisty milosci do panstwa.

    Pozdrawiam,
    DonQ




    Temat: historia na scenę
    PROSTA HISTORIA

    David Lynch kojarzony jest przeważnie z nieco "zakręconymi" tematycznie
    filmami, jak również z postaciami, które z normalnością mają niewiele
    wspólnego. Lynch zapuszczał w swych filmach sondę w nieodgadnioną otchłań
    ludzkiej duszy. Badał jej ciemne strony, ukazując przy tym obrazy, które nie
    raz stały się celem nieubłaganych nożyczek strażników cenzury. Swoim ostatnim
    filmem; "Zaginiona autostrada", Lynch pokazał, że można zrobić film, który może
    zostać interpretowany na wiele sposobów i którego zrozumienie jest ciężkim,
    wręcz niemożliwym zadaniem.
    Dla wiernych wielbicieli szalonych klimatów, w których obracają się
    bohaterowie filmów Lyncha, "Prosta historia" podziała jak zimny prysznic. Tak
    jak James Cameron, filmem "Titanic" odszedł niespodziewanie od kina akcji, tak
    David Lynch w "Prostej historii" zmienia swój wizerunek o sto osiemdziesiąt
    stopni.
    "Prosta historia" ukazuje historię zwykłego, starego człowieka, który dowiaduje
    się pewnego dnia o chorobie swego brata. Wtedy właśnie staruszek, choć sam "ma
    bliżej niż dalej", podejmuje decyzję o pojechaniu do brata swoim traktorkiem-
    kosiarką, czyniąc z podróży swoistego rodzaju pie@ lgrzymkę. Alvin Straight
    (Richard Farnsworth) podczas podróży spotyka wielu ludzi, którzy w niezwykły
    sposób okazują mu pomoc i przyjaźń, a także zrozumienie. Podczas długich rozmów
    z napotkanymi ludźmi, dowiadujemy się strzępków informacji na temat wojennych,
    a później pijackich losów Alvina. Napotkani ludzie również nie są pozbawieni
    problemów czy koszmarnych wspomnień. Alvin Straight podczas kilkutygodniowej
    jazdy wolnobieżnym pojazdem, stara się odkupić winy, aby móc stanąć przed
    niewidzianym od dziesięciu lat bratem, jako uczciwy człowiek...by mogło dojść
    do pojednania skłóconych braci. Alvin swoim dobrodusznym wyglądem i głębokim
    spojrzeniem człowieka doświadczonego przez życie, stara się przekazać
    napotkanym osobom cząstkę siebie. I choć prawdopodobnie sam o tym nie wie, to
    swoimi słowami zmienia na lepsze, życie napotkanych ludzi. Przekazuje im proste
    prawdy, proste, a zarazem bardzo złożone i często zapominane w naszych czasach,
    gdzie wszystko pędzi zbyt szybko, by znaleźć czas na takie wartości jak miłość
    czy przebaczenie...
    Alvin zdaje się nie nadążać za tempem współczesności. Doskonale widać to w
    scenie, gdzie wielka, osiemnastokołowa ciężarówka wyprzedza kosiarkę Alvina z
    zawrotną prędkością, aż podmuch wiatru zrywa naszemu bohaterowi kapelusz z
    głowy. Staje się to na samym początku podróży...jakby ciężarówka była
    wysłannikiem niesprawiedliwego Boga, który chce pokazać Alvinowi, że jego czas
    już minął i powinien zrezygnować ze swej wyprawy. Jednak Alvin nie poddaje
    się...

    Film dużo zawdzięcza wykonawcy głównej roli - Richardowi Farnsworthowi. Jego
    przekonująca, niemal chwytająca za serce gra, jest przykładem na to, że nie
    każdy film potrzebuje efektów specjalnych, gigantycznego budżetu, czy aktorów
    po dwadzieścia milionów dolarów na głowę. Równie ciekawie zagrala Sissy Spacek
    ("Carrie") jako Rose, nieco dziwna, aczkolwiek dobroduszna córka głównego
    bohatera. Film rozgrywa się w bardzo wolnym tempie, podobnie jak jazda kosiarką
    Alvina. Dużo jest w "Prostej historii" łagodnej muzyki i powolnych "lotów"
    kamery nad pieknymi łąkami w czasie żniw. Jest w tym filmie (co jest już
    rzadkością we współczesnym kinie) czas na własne przemyślenia i podsumowania.
    Film nie atakuje widza szybkim montażem czy niespodziewanymi zwrotami akcji.
    Wszystko jest spokojne i stonowane. David Lynch powstrzymał wodze swej
    wspaniałej wyobraźni, opowiadając historię w prosty i oszczędny, choć
    absolutnie nie w prostacki sposób. A dla zatwardziałych zwolenników "dawnego"
    Davida Lyncha, umieszczono w filmie postać pechowej zabójczyni jeleni, oraz
    dwóch nieco "szurniętych" braci bliźniaków. "Prosta historia" jest filmem
    wielkim, na swój sposób przełomowym i zdecydowanie prawdziwym i pouczającym.

    Film oparty jest na wydarzeniach autentycznych, które rozegrały się kilka lat
    temu w Wisconsin w Stanach Zjednoczonych. Ich prawdziwy bohater zmarł w roku
    1996

    może być?




    Temat: szpacyr po Glywicach
    szpacyr po Glywicach
    Spacer po Gliwicach z Krzysztofem Nitschem

    Fot. Bartosz Wrzesniowski / AGEN

    Fot. Bartosz Wrzesniowski / AGEN

    Fot. Bartosz Wrzesniowski / AGEN

    Tomasz Głogowski 30-07-2004 , ostatnia aktualizacja 30-07-2004 15:14

    Urodzony w Zabrzu, wykształcony w Krakowie, od lat związany z Gliwicami. Po
    pracy na krakowskiej ASP Krzysztof Nitsch wsiada do pociągu i na weekendy
    przyjeżdża do Gliwic. W ogromnym mieszkaniu czeka na niego żona Jadwiga i
    pracownia, w której tworzy rzeźby i medale. Swego czasu Nitsch zastanawiał
    się, czy nie porzucić Gliwic i osiąść na stałe w Krakowie. Miłość do Gliwic
    okazała się jednak silniejsza

    Gliwickie Zakłady Urządzeń Technicznych

    Pierwszy raz pojawiłem się w odlewni w 1972 roku. Byłem na drugim roku
    Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie i mój profesor Jarzy Bandura cały czas
    powtarzał: "pięć dni projektuj, a szóstego dnia spróbuj odlać to, co
    narysowałeś". I tak zasiedziałem się w odlewni przez 30 lat. Tu powstały moje
    największe pomniki: ołtarz dla Jana Pawła II czy fontanna, która stoi przed
    muzeum. Mam tu swoje stanowisko i znajomych formierzy, których znam od lat.
    To znakomici fachowcy, jakich nie znajdzie pan gdzie indziej. A praca jest
    piekielnie trudna. Po dwanaście godzin dziennie, w potwornym hałasie i
    zgiełku.

    Do GZUT trafiłem z powodu fascynacji ogniem. W dzieciństwie często jeździłem
    z ojcem pociągiem z Zabrza do Krakowa. Zawsze przejeżdżaliśmy przez
    Świętochłowice. Z tamtejszej huty wydobywały się ogromne płomienie. Prawdziwe
    języki ognia. I odtąd już zawsze chciałem ujarzmić ten żywioł.

    Radiostacja

    To prawdziwa śląska wieża Eiffla! Gdy wracam wieczorem z podróży samochodem i
    na horyzoncie dostrzegam oświetloną radiostację, to wiem, że jestem już w
    Gliwicach. Zbudowana z modrzewiu, to bodajże najwyższa drewniana konstrukcja
    na świecie. Ma ponad 110 metrów wysokości. Kiedyś myślałem, żeby po drabinach
    wejść na szczyt. Ale potem zrezygnowałem. Czubek wieży chwieje się na wietrze
    jak chorągiewka. Nie dałbym chyba rady.

    Pociągi

    Nie potrafiłbym żyć bez pociągów. Drogę z Krakowa do Gliwic pokonuję
    zazwyczaj w wagonie. Tam mogę odpocząć i tworzyć. Nawet bezmyślne gapienie
    się w szybę pomaga mi się zrelaksować. Zawsze noszę przy sobie nożyk i
    plastelinę. Podczas podróży skrobię sobie tym nożykiem malutkie rzeźby. Tak
    szukam natchnienia. Nie potrafię już zliczyć, ile razy ten nożyk mnie
    uratował, gdy ktoś chciał mnie okraść albo napaść. Bo pociąg jest
    fascynujący, ale może być też bardzo niebezpieczny. To prawdziwa dżungla, w
    której trzeba umieć się poruszać.

    Pomnik w Parku Chopina

    Ostrze noża zanurzone w kamieniu, z którego wydobywa się kropla krwi. Prace
    nad pomnikiem w parku Chopina skończyłem 8 września 2001 roku. Trzy dni
    później dwa samoloty uderzyły w wieże Word Trade Center. Zginęło ponad trzy
    tysiące ludzi. I pod moim pomnikiem, który stał przecież zaledwie od
    kilkudziesięciu godzin, mieszkańcy zapalili znicze. Nikt im nie kazał, nie
    namawiał. Zrobili to, bo uznali, że to dobre miejsce, by oddać cześć ofiarom
    terrorystycznego zamachu. Czyż może być lepsza nagroda dla artysty?

    Ruiny Teatru

    Ruiny teatru spalonego przez Sowietów i do tej pory nieodbudowanego. Lubię tu
    przychodzić, bo często występują na tej scenie krakowianie. Jednymi z
    pierwszych, którzy tu zagrali, byli artyści Piwnicy pod Baranami. Poza tym
    przed wejściem wisi popiersie Ewy Strzelczyk, założycielki Fundacji Odbudowy
    Teatru Miejskiego, które wykonałem już po jej tragicznej śmierci w Alpach.
    Pracowałem, patrząc tylko na fotografię pani Ewy. Często zastanawiam się, czy
    moja rzeźba spodobałaby się jej. Podobno nie lubiła swojego nosa, bo uważała,
    że jest za duży.

    Fontanna przed muzeum

    Kiedyś, będąc w muzeum, zobaczyłem w kącie starą, podrapaną, zniszczoną ramę,
    którą ktoś przysłał do konserwacji. Gdy muzeum zaproponowało mi zbudowanie
    fontanny, postanowiłem, że będzie ona w kształcie zniszczonej ramy, a
    specjalne światło stworzy w połączeniu z wodą niewiarygodne obrazy. Bo
    nieważna jest przecież rama, ale to, co jest w jej wnętrzu.




    Temat: Nie róbcie tego
    Nie róbcie tego
    Hej,
    Jestem mamą 5 letniego chłopca, którego sama wychowuję. Czuję się w obowiązku
    dodać kilka słów od siebie, bo i mi chodziły po głowie myśli o aborcji, kiedy
    byłam w ciąży. Wcale też nie było tak, że jak urodziłam synka, to już od tej
    pory sama radość i jak w bajce. Ale jedno powiem - niedobrze mi się robi na
    myśl, co by było, gdybym poszła za głosem tamtych myśli. Na pewno nie byłabym
    szczęśliwa. Mój synek jest moim ogromnym szczęściem - usłyszałam od niego tyle
    pięknych słów przepełnionych miłością do mnie, a on ma dopiero 5 lat, a ja nie
    jestem idealną mamą. Mi bardzo pomogła wiara w Boga i modlitwa do Niego. Żyć
    mi się nie chciało chwilami, ale jak się pomodliłam to wiedziałam potem, że
    mnie wysłuchał.

    I jeszcze garść takich swoich refleksji. Niedawno czytałam wywiad z rodzicami
    9 - ga dzieci - członkami wspólnoty neokatechumenalnej. Idylliczny obrazek -
    oni szczęśliwi, dzieci szczęśliwe, i mój taki wewnętrzny bunt: "po co oni chcą
    aż 9 dzieci, jakie to nieżyciowe i nierozsądne - 5 to też już dużo".
    Abstrahując od roztrząsania całej istoty zjawiska czy dużo to już 5 czy
    dopiero 9 dzieci i po co w ogóle, pozostała we mnie jedna istotna myśl mająca
    związek z tym wątkiem, którą pragnę się podzielić - ludzie ci, którzy na
    dodatek mają mało dochodowe posady - co jeszcze potęgowało mój bunt wobec
    całego tego zjawiska, kochają swoje dzieci i wychowują je tak, że opieka
    społeczna na pewno nie miałaby się do czego przyczepić, mimo iż zapewne muszą
    z dnia na dzień myśleć o zaspokojeniu potrzeb swojej rodziny, ale jak to się
    mówi: pokładają ufność w Bogu, i On naprawdę wtedy pomaga dokonać rzeczy
    niemożliwych. Zwłaszcza, że w odróżnieniu od tamtych ludzi, którzy tak liczną
    swoją rodzinę niejako zaplanowali, my na tym forum dyskutujemy o losach
    dzieci, które już są. Skoro ludziom niestarającym się bardzo o bezpieczną
    sytuację materialną udaje się utrzymać i zaspokoić potrzeby tak licznej
    rodziny, to może się uda także wychować jedno dziecko, prawda? A artykuł w WO
    o dzieciach urodzonych w więzieniach stalinowskich i wychowanych wbrew
    wszelkim rozsądnym przesłankom czytałyście? Jak matki mieszkały z noworodkami
    w celi, miały po 2 pieluszki, które suszyły na zmianę, bo nie mogły nawet ich
    wyprać. Były też wywiady z tymi dziećmi, które dziś są starszymi ludźmi. Mimo
    okropnych kolei losu i ogromnej krzywdy, jaką doznały, to nie były sylwetki
    ludzi złamanych. Brak środków materialnych jest dotkliwy i byłabym ostatnia,
    żeby kogoś pouczać, bo akurat je mam, ale najgorszy jest brak wiary i nadziei,
    nawet jak się jest samotnym. Nie potrafię podać dokładnego cytatu oraz z
    której Ewangelii te słowa pochodzą, ale Jezus powiedział: gdybyście mieli
    wiarę jak ziarnko gorczycy i powiedzieli górze, żeby się przesunęła, to tak by
    się stało. Fakt, że tak jest naprawdę potwierdza wiele zjawisk w życiu ludzi
    niekoniecznie chrześcijan. Pedro Almodovar nakręcił film na właśnie taki temat
    pt. "Porozmawiaj z nią". Wszystkie osoby, które chciałyby się do mnie odezwać
    zapraszam na priva.
    Pozdrawiam,




    Temat: W telewizji pokazali. Żeby nie było "jakoś"
    przeczytałem wcześniejszą zapowiedź p. Sobolwskiego, którego zdanie b. szanuję i
    skusiłem się na ten film choć dawny film. p. M.Koszałki uznałem swego czasu za
    tanią, pozerską, prywatną wendetę na matce, wielce niesmaczną i dla mnie
    niestrawną. Kuliłem uszy po sobie gdy p. Koszałka odbierał wtedy kolejne nagrody
    i wieńce laurowe wkładane mu na głowę miedzy innymi przez was, dziennikarzy
    Gazety Wybiórczej. Uznałem: nie znam się. Może atakowanie gderającej i sypiącej
    wyzwiskami matki miało głębszy sens. Faktycznie, Koszałka wyczuł wtedy czas i na
    tle późniejszego do jego dokumentu Big Brothera matka rzeczonego ujawniła się
    jako wyrazista osobowość a ganianie z kamerą po domu nabrało większego sensu. Po
    pięciu latach zachęcony przez p. Sobolweskiego , który napisał, że obejrzę "inny
    film",zasiadłem przed tv. I koszmar wrócił. Matka reżysera znow zagadała cały
    film. Gdzieś tam, nieśmiało przebijał się do głosu jakiś problem, który reżyser
    chciał pokazać i z którym chyba mu się ciężko żyje ale nie było go raczej widać.
    W nowoczesnej , ładnej willi , poza finansowym zasięgiem większości
    społeczeństwa miał się rozgrywać jakiś dramat niepoukładanego, nie do końca
    udanego życia, który sugerował mi w pre-recenzji p. Sobolewski. Tymczasem widzę
    zgodną parę z ładną córką w pięknym domu w zgodnej harmonii. Jedzą, siedzą na
    tarasie, siedzą na ładnej kanapie.W jednej scenie widzę , że żona bohatera ma do
    niego jakąś pretensję ale scena kończy się tak szybko , że nawet nie dowiadujemy
    sie dokładnie o co poszło. Dużo obrazków rodzinnych, w których matka gdacze a z
    dialogu dowiadujemy się, że bohaterowie nie mają żadnego jakiegoś szczególnego
    problemu. Ot, zwykłe rozmowy zwykłych ludzi. I nagle buch. Bohater ze swoim
    ojcem spacerują nad Wisłą, pod Wawelem i ojciec cicho zaczyna mówić. Mówi, mówi
    a ja się zaczynam zastanawiać dlaczego po 20 minutach oglądania niczego reżyser
    dopiero teraz pokazał mi ciekawego człowieka z ciekawym problemem? Pokazał i
    przestał bo film się skończył. Myślałem, że przeczytam jakąś recenzję polemiczną
    ze słowami T.Sobolewskiego. Niestety. Recenzja dzisiejsza słowo w słowo
    przepisuje to co powiedział p. Sobolweski. Widać dziennikarz dzisiejszy młodszy
    i zapatrzony w starszego, będącego autorytetem w świecie polskiej rytyki
    filmowej. A może znowu ja nie rozumiem co te nezładne, nic nie znaczące scenki
    mi mówiły, znowu będę kulił uszy po sobie gdy film dostanie kolejne nagrody i
    będę się zastanawiał: jak to się ma do "Pierwszej miłości" K. Kieślowskiego
    sprzed wielu lat filmu, który opowiadał o wszystkim tym o czym miał być film
    Koszałki i powiedział nawet więcej? Ja wiem i czuję , że nijak. Bo tamten film
    był wzruszający, mądry i po prostu dobry. A ten po mnie spłynął. Nic mi nie
    powiedział, niczym nie wzruszył, nic nie pokazał.



    Temat: Gotowe sprawdzone napisane tylko do 1 miasta
    Gotowe sprawdzone napisane tylko do 1 miasta
    Napisane przez nauczyciela komisyjnego prace maturalne:

    1)Arkadia i „boląca rzeczywistość” – dwa różne sposoby kreowania obrazu wsi
    polskiej (XVI-XIX w.). Odwołaj się do stosownych przykładów literackich.
    2)Kobieta piękna, władcza, zdradziecka, zależna od mężczyzny, próżna –
    przedstaw sposoby kreowania postaci kobiecych na podstawie analizy utworów
    różnych epok.
    3)Poświęcenie jednostki dla ogółu. Przedstaw różne jego ujęcia, analizując
    wybrane utwory.
    4)Literackie i malarskie obrazy powstania styczniowego . Dokonaj analizy
    funkcjonowania motywu w wybranych dziełach.
    5)Samotność jako wybór czy konieczność. Udowodnij swój sąd, odwołując się do
    bohaterów wybranych utworów literackich.
    6)Wieś jako inspiracja pisarzy w różnych epokach.
    7)"Biografia jako klucz do odczytania twórczości” (Mickiewicz lub mieszana
    Mickiewicz, Krasiński i Słowacki).
    8)Przedstaw portret kobiety w literaturze różnych epok na wybranych
    przykładach.
    9)Motyw wędrówki w literaturze. Przedstaw różnorodne jego ujęcia i funkcje,
    odwołując się do wybranych utworów literackich.
    10)Satyryczny obraz społeczeństwa polskiego na dowolnie wybranych przykładach
    literackich.
    11)Literackie sposoby kreowania bohaterów zbuntowanych przeciw światu.
    12)„Przyjaźń jako ważny motyw w literaturze polskiej i powszechnej”.
    Zaprezentuj go na wyselekcjonowanych przykładach epickich.
    13)„Biografia poety romantycznego jako tworzywo literackie”. Omów na
    wybranych przykładach.
    14)Bóg w literaturze.
    15)Różne oblicza bohatera romantycznego.
    16)„Motyw szaleństwa z miłości
    w utworach literackich różnych epok.
    17) Rola cierpienia w życiu człowieka.
    18) Różne ujęcia wsi w literaturze.
    19) Miasto – miejsce magiczne, cywilizacyjny chaos, przestrzeń destrukcji....
    Omów różne sposoby widzenia miasta w literaturze.
    20) Tytuł jako klucz do interpretacji utworu. Przedstaw temat odwołując się
    do wybranych utworów.
    21)Stanisław Wyspiański - artysta wszechstronny. Omów zagadnienie na
    wybranych dziełach literackich i plastycznych tego artysty. (zdjęcia)

    22)"Topos Wysp Szęśliwych Edenu i Krain (zdjęcia)
    Dostatku. Omów jego funkcję w wybranych tekstach literackich i malarskich"
    23)"Czy upadek oznacza porażkę. zaprezentuj bohaterów, których losy zawierają
    odpowiedz na to pytanie."(zdjęcia)
    24) Obraz przeżyć wewnętrznych poety – romantyka. Zaprezentuj problem w
    oparciu o wybrane utwory.(zdjęcia)
    25) Reinterpretacja mitu o Dedalu i Ikarze. (zdjęcia)
    26) Opisy przyrody w literaturze.
    27) „Poeci przeklęci” literatury polskiej. Scharakteryzuj ich twórczość
    analizując wybrane utwory A. Bursy i E. Stachury. (zdjęcia)
    28) Wieś i jej mieszkańcy w literaturze polskiej.
    29) Rodzice i dzieci w utworach literackich różnych epok.
    30) Dziecko jako bohater literacki.
    31) Literatura w służbie ideologii. Ukaż zjawisko na przykładzie wybranych
    autorów.
    32) Bohater tragiczny w literaturze antycznej, romantycznej i współczesnej.
    33) Postać kochanka w literaturze.
    34) Jaki jest współczesny ideał kobiecej urody? Porównaj go z wizerunkiem
    kobiet w malarstwie i literaturze wybranych epok.
    35) Portret rodziny w literaturze polskiej – poważnie i humorystycznie.

    Każda praca posiada ramowy planem prezentacji oraz bibliografie.
    Praca może ulec przeróbce przez nauczyciela.
    Cena konkurencyjna!
    Możliwość napisana pracy na dowolnie wybrany temat i lektury.
    Posiadam kontakt z osobami, które korzystały z jego usług w tamtym roku jak
    już i w tym!
    Więcej mail: hispidka@interia.pl lub hispidka102@wp.pl




    Temat: 7 plag polskich
    Rozpad kultury powoduje pojawienie się „pierwiastków wspakultury”. Wymienia się
    ich sześć, są to:

    Personalizm – to czyste trwanie biofizjologiczne. Można go określić jako „wola
    niezmąconej wegetacji jednostki, pragnienie unikania wszystkiego, co tę
    wegetację mogłoby zmącić; to wolność od napięć wewnętrznych, rozsadzających
    równowagę „ja”, to wolność od naporu sił z zewnątrz w postaci dzieł kultury i
    obowiązujących zadań historycznych” . Dla personalisty każdy proces kultury
    jest gwałtem wobec człowieka i niesprawiedliwością. Koncepcja absolutnej
    bierności jest wynalazkiem personalizmu, dzięki temu personalista uzyskuje
    niezależność od falowania historii. „Zdobywa on pełną wolność wewnętrzną, gdy z
    nieograniczoną pokorą i rezygnacją nie sprzeciwia się „złu”, gdy jest posłuszny
    swemu władcy jako niewolnik, gdy wykonuje rozkazy tej lub innej władzy, gdy bez
    sprzeciwu ulega gwałtowi, gdy jest na wszystko obojętny.”

    Wszechmiłość – jest powiązana z pierwiastkiem personalistycznym. U jej podstaw
    leży szczęście fizjologiczne. Wszechmiłość jest czystym trwaniem połączonym z
    uwielbieniem otaczającej rzeczywistości. Jej stagnacja i spłaszczenie jest
    jawnym zaprzeczeniem idei kultury, dla której najważniejszy jest czyn.
    Następuje tu upadek funkcji tworzycielskich jako wartości, gdyż w miłości jest
    równość. Nie ma znaczenia czy ktoś jest dekadentem, czy wynalazcą – jest
    traktowany tak samo.

    Moralizm – po pojawieniu się wartości idealnych (Platon) nastąpił zwrot w
    pojmowaniu powinności człowieka. Od tego momentu nastąpiło zepchnięcie materii
    na plan dalszy. Pojawił się prymat „ducha nad ciałem”, co doprowadziło do
    dziwnego stanu w którym ciało stało się czymś grzesznym, co powinno być
    zwalczone. Moralizmem w tym ujęciu jest ciągłe uprawianie cnot ducha, które ma
    nas zawieść do królestwa niebieskiego. Wszystko co się temu sprzeciwia musi
    zostać zwalczone, jest złem.

    Spirytualizm – polega na przeciwstawieniu świata w jakim żyjemy, ze światem
    idealnym. Wszystko co jest w tym świecie jest marnością, trzeba więc dążyć do
    innego, lepszego świata, w którym wszystko jest szczęśliwe, wspaniałe i piękne.
    Spirytualizm powstał gdy ludzie utracili sens życia, gdy nie posiadali celu, ku
    któremu mogliby dążyć. „Ostry konflikt świata z zaświatem pozwala
    spirytualistom zestalić obrazy tego ostatniego. W jego centrum musi być jakiś
    samowładny, wszystkowiedzący, Bóg, oczywiście całkowicie duchowy.”

    Nihilizm – to walka z grzesznym światem i z siłami godzącymi w moralizm.
    Nihilizm jest stłumieniem i wyparciem podstawowych popędów człowieka, jego
    biologicznej natury. Następuje tu przeciwstawienie człowieka (wymyślonym)
    normom moralnym, to co jest sprzeczne z wartościami jest złem.

    Hedonizm – jest pochodną nihilizmu. „jest to bez odpowiedzialny utylitaryzm i
    konsmpcjonizm. Życie nie jest etapem ku czemuś więcej, lecz spożywaniem.”

    Mamy zatem sześć pierwiastków wspakultury, które są podstawą procesów
    rozkładowych. Nie zawsze jednak wszystkie naraz się uaktywniają, gdyż są czymś
    suwerennym. Ponieważ jednak rodzą się w wyniku tego samego procesu
    rozkładowego, muszą w jakichś sposób pogodzić się i podzielić „władztwem”. Z
    konstatacji tej wynika, że te pierwiastki mają zdolność do łączenia się w
    hierarchiczne zespoły. Układają się one w różny sposób tworząc rozmaite
    struktury.

    www.psf.org.pl/publication.php?pid=213



    Temat: Bogu, co boskie...
    Hmmm...
    Miałem się już nie odzywać w tej kwestii... Ale byłoby to chyba nawet
    niegrzeczne z mej strony.
    Oczywiście twierdzenia, że „na temat wiary się nie dyskutuje” nie uznaję pod
    żadnym pozorem i je odrzucam!
    Dumne i szumne słowa: „większość katolicka”, „obraza uczuć”, „brak szacunku”...
    to pierwsze, co słyszę od przeciwników. Tylko czy aby na pewno przeciwników?
    Czy do licha, jeśli mam swoje zdanie, jeśli nie uczestniczę w ceremoniach,
    jeśli mam wątpliwości w końcu to koniecznie i automatycznie muszę być
    przypisany do jakiejś grupy mniej lub bardziej znanej a nie lubianej?
    Czy nie wolno mi wówczas wierzyć w Boga i w Chrystusa? Zabronionym mi to jest?
    Przez kogo?
    Bóg dał nam ludziom dar szczególny; rozum.
    Jeśli ktoś twierdzi, że nie należy z tego daru korzystać tylko kierować się
    dogmatami wymyślonymi przez kogoś w bliższej lub odleglejszej przeszłości
    Jeśli ktoś wpierał będzie we mnie, że jedynym objawem wiary jest uczestniczenie
    w ceremonii gdzie scena i kostiumy wyreżyserowane są a każdy gest, każda poza
    odtwarzane na pamięć
    Ja wówczas krzyczę: v e t o!!
    Nie można tak tego daru traktować! To jest dar od Niego! On dając nam te szare
    komory wiedział, co czyni i nie wolno nam tego zmarnować!
    Trzeba czasami przeczytać „Pismo” i korzystając z daru rozumu próbować pojąć! A
    nie słuchać przemyśleń innych.
    Toż to w najlepszym razie lenistwo! Grzech przecie.
    Czyż faktycznie Bóg jest zamknięty w jakiejś szczerozłotej czy pozłacanej
    skrzynce?
    Czy do Boga naprawdę bliżej jest poprzez „prześlicznie” malowane kopuły
    świątyń?
    Czyż nie bliżej jest do Niego wśród gór czy w katedrze drzew pod kopułą gwiazd?
    Przecież to jest właśnie Jego świątynia!
    Tamto zaś to tylko przejaw próżności i pychy ludzkiej! Powiem szczerze;
    głupoty!
    Nie godzę się, że te złocenia, te spędy, te teatralne gesty, to recytowanie
    formułek Bogu jest potrzebne!
    Czyż nie milszym i szczerszym jest, gdy komuś powiemy coś może i słowem
    prostym, ale swoim niż gdybyśmy recytowali najwspanialszych nawet mistrzów
    słowa? Śmiem twierdzić, że milsze Mu jest wręcz nasze milczenie niż ten
    jarmarczny hałas i zawodzenia.
    Wiara nie jest na pokaz. To nie rewia!

    Co do tej chrześcijańskiej większości też mam pewne wątpliwości. Boć w oparciu,
    o co są te twierdzenia?
    W oparciu o rejestry? W oparciu o oświadczenia „wierzących”? W oparciu o
    uczestnictwo w obrzędach? W oparciu o ilość obrazków na ścianie?
    Czy jeśli oświadczę żem Eskimos, Indianin lub buddysta to jestem nim
    automatycznie?
    Proszę zatrzymajcie się, choć na chwilkę i rozejrzyjcie wokół.
    Spójrzcie na bezmyślne niszczenie Jego dzieła. Żadne ze stworzeń nie pustoszy
    tego pięknego świata tak jak my!
    Spójrzcie na ilość pomników stawianych za życia...
    Spójrzcie na seryjną produkcję jakichś świętych...
    Spójrzcie na te oczy pałające „miłością bliźniego”...
    Spójrzcie...
    Czy tak postępuje chrześcijanin? A cóż to ma wspólnego z wyznawcami Chrystusa z
    czasów Mu nieodległych?
    Czy w tym całym panteonie tysięcy świątków jest jeszcze miejsce dla Boga?
    Czyż gdyby Chrystus przybył dziś nie pogoniłby ponownie batogiem tego
    tałatajstwa?
    Bogiem kupczyć nie wolno! Boga przywłaszczać sobie nie wolno! On nie jest nasz.
    To my jesteśmy Jego własnością!

    Jeślim zranił uczucia kogo... Przepraszam nie to było zamierzeniem mym.

    Najniższe ukłony!
    Mający wątpliwości i szczycący się tym! M.J.



    Temat: Chce byc gosposia domowa !!!
    Gość portalu: werka napisał(a):

    To one zapełniały półki domowych
    >
    > bibliotek, to one ciągały pociechy do teatru, filharmonii. Nigdy się nie
    > nudziły, ale myślę, że miały komfortową sytuację ... ich koleżanki, znajome,
    > krewne prowadziły takie samo życie. Mężowie pracowali od 8 lub 9 do 17 i
    kiedy
    > wracali do domów czekały tam zadbane, wypoczęte żony, dobry posiłek i ułożone
    > dzieci. Ja też bym tak chciała, może dlatego, że tak dobrze jeszcze pamiętam
    > magiczną atmosferę tych domów. Niestety nic z tego! Moja matka i jej siostry
    > też żyły już w kieracie praca - dom.

    Niesamowite te Twoje Babki. Jej, ogrooooomnie zazdroszcze! To o czym piszesz to
    wlasnie szczyty moich marzen. Ubolewam, ze ja nie mialam takiej rodziny :(

    > Tak się zastanawiam, czy współcześni
    > mężczyźni chcieliby mieć wykształcone żony, które cały swój intelekt i serce
    > oddają na tworzenie magicznych domów. Myślę, że wielu chciełoby. Niestety...
    > mało który może tyle zarobić, by mieć taki dom. Z kolei kobiety już wiedzą,
    że
    > wymarli mężczyźni, którzy rozumieli co to obowiązek wobec rodziny. Można było
    z
    >
    > żoną i dziećmi nie mieszkać, ale łożyć na ich utrzymanie należało
    bezwarunkowo,
    >
    > w innym przypadku dotykał go ostracyzm ze strony rodziny. Sądy nie były
    > potrzebne. A teraz? Było... i minęło bezpowrotnie.

    Masz calkowicie racje. Ale czy w tych czasach mozna liczyc na wiekszosc
    mezczyzn? Na to, ze naprawde beda az tak zaradni i ambitni? Staraja sie ale
    wystarczy sie rozejrzec wokolo aby stwierdzic, ze inne wartosci kroluja. Poza
    tym dzis duzo facetow to tchorze. Uciekaja od odpowiedzialnosci. Moja siostre
    opuscil chlopak (ponoc kochal) gdy miala podejrzenie o raka. Raka nie bylo,
    chlopaka tez. A moi dziadkowie juz byli ze soba na dobre i na zle, w najgorszej
    chorobie babcia pielegnowala dziadka, myla go, karmila i dbala o caly dom.
    Ujelo mnie Twoje okreslenie "magiczny dom". Mmmm... wlasnie taki magiczny
    zakatek mi sie marzy. Pelen harmonii, ze swoja specyficzna atmosfera pelna
    milosci, ciepla i zycia. Chcialabym miec rodzine, z ktora cale weekendy
    bawilibysmy sie w ogrodzie: pili wino, grali w karty, tanczyli, jedli,
    plotkowali, czytali poezje, malowali obrazy, spiewali (ja bym grala na
    pianinie), zartowali, szyli, zbierali owoce czy robili wycieczki do lasow itd..
    Jest cala masa rzeczy, ktore sa piekne i ktore chcialabym robic. Ale nie mam
    ani tego domu, ani tego meza ani rodziny o jakiej marze. Pozostaje komputer,
    wypady do knajp, restauracji czy disco. Kocham tanczyc ale tlumy dyskotekowe i
    smrod papierosow i ta paskudna muzyka jaka jest teraz modna... dzialaja mi na
    nerwy.



    Temat: Ewolucja a dusza człowieka
    Religji,przynajmniej w mlodszych klasach,czy nalezy uczyc?Z nauki religji,mlody
    czlowiek otrzymuje pierwsze moralne zasady ktore ida z nim przez zycie.
    Byc moze,nie dostanie ich w domu.Stary i Nowy Testament ,juz same slowo
    Testament,mowi samo za siebie i duzo uczy.Stary Testament,Biblija,jest stara
    ksiega znana do naszych czasow,z ktorej kazdy czlowiek moze cos wziasc dla
    siebie,na przyklad,sedzia,adwokat;Sad Salomonowy,z dwiema matkami i dzieckiem.
    Pisaz:Krol Dawid i Bat Shewa,milosc,zdrada,i zbrodnia;Dostojewski-Zbrodnia i
    Kara,Poeta;Piesn Nad Piesniami Krola Salomona.Wygnanie Adama i Ewy z Raju-
    bo chcieli dorownac madrosci Boskiej.
    Nie grzeszyc- przyklad;Sodoma i Gomora.Tlomaczenie snow i pycha,przykladem;
    Jozef sprzedany do niewoli Egipskiej przez swoich braci z zazdrosci i za
    piekne szaty; tlomaczenie snow ratuje go przed wiezieniem i wynosi go na
    stanowisko.
    Higiena;Biblia nakazuje mycie rak przed kazdym posilkiem i kapanie sie.
    Prawo przestrzegania warunkow ludzkich przez pracodawcow,w stosunku do
    zatrudnionych.Architektora-Budo wa Swiatyni. Malarstwo-Obrazy slynnych malarzy
    czerpiacych natchnienie z Biblii.
    Jedzenie koszerne-;Nawet bydlo nie moze jesc byle czego; dowodem-
    wsciekle krowy.Cale Krolewstwo Salomonowe i jego 1000 zon,nie uchronilo go
    przed powiedzeniem:Marnosc nad marnosciami i wszystko marnosc.
    To najmadrzejsza Ksiega ktora dotrwala do naszych czasow i uczy nas dalej.
    Nowy Testament uczy drogi krzyzowej ktora przechodzi czlowiek.
    O duchu Swietym. A co znaczy modlitwa;chleba powszedniego daj nam dzisiaj,
    Nie wodz nas na pokuszenie, Zbaw nas od zlego.Mowic to swiadomie,a nie klepac
    przyslowiowych pacierzy.Nasz mozg tak nas poprowadzi i ustrzeze nas przed
    niebezpieczenstwem glodu i innych katastrof.Zbiorowa modlitwa i wiara
    prawdziwa,gleboka,moze przenosic gory.
    Natomiast przeklinanie drugiego czlowieka dziala jak bumerang.
    Nauczanie Religii zalezne jest od; kto uczy i jak uczy.
    Sa nauczajacy mowiac "ja i Bog, a nalezy nauczac-" Bog i my".
    Nie jest tez wazne,czy ktos wierzy lub jest innego wyznania,poniewaz religii
    uczymy sie aby nie wejsc w konflikt rozumu z dusza, bo rozum jest to co
    naczylismy sie z otoczenia a dusza jest oierwotna.
    W Biblii na poczatku pisze;Ziemia byla pustkowiem,ciemnosc byla nad powierznia
    wod a Duch Bozy uunosil sie nad wodami.Nie wolno oszukiwac wlasnej duszy bo
    jako pierwotna jest msciwa.Wiec jezeli dwa Testamenty i Uczeni,mowia, to
    nie moze byc pomylka.Na przyklad slowa;do 10-go pokolenia bedziecie placic
    za grzechy ojcow swoich,czy to nie mowa o genach o ktorych pisza uczeni?
    Na przyklad; nie grzeszysz obzarstwem a masz cukrzyce,wysokie cisnienie,
    wziales to po przodkach razem z genami,nie mowiac o innych chorobach.
    Jezeli w Polsce powojennej komunisci mogli nauczac mlodszych jakie pare lat po
    wojnie,przerwali bo mowili,ze religia to opium dla narodu,to dzis na pewno
    nalezy nauczac dzieci religii.Chociaz by podstawowych wiadomosci dobra i zla.
    Ta gleba jest dobra,na ktorej wyrosna przysli uczeni,profesorowie,przywodcy
    panstwa,i wielu madro-logicznie myslacych ludzi.
    A co do tego dokad przechodzimy po smierci.Kazdy co przezyl smierc kliniczna
    opowiadal o tunelu przez ktory przechodzi, gdzie jest jasnosc i cieplo, dokad
    go ciagnie. Wychodze z zalozenia, ze jest to chec powrotu do lona matki,gdzie
    nam bylo jak w Niebie,a eszystko odbieralismy jak bajke.Rodzac sie wchodzimy
    w swiat zimny i rzeczywisty,tak zwany strach rodzenia sie.Ktore towarzyszy nam
    cale zycie,wiec z tego wynika,ze dusze mamy w lonie matki.




    Temat: Paweł Kukiz i jego wynurzenia osobiste !
    Paweł Kukiz i jego wynurzenia osobiste !
    Dlaczego, Twoim zdaniem, w Kościele nie ma Boga?

    - Zasadnicza rzecz to przerost formy nad treścią. Byłem kiedyś w Licheniu, w
    momencie gdy bardzo potrzebowałem być w Kościele. Ale to, co tam znalazłem,
    przeraziło mnie. Licheń kojarzy mi się z przypowieścią, w której Jezus
    wypędza kupców ze świątyni. Te wszystkie marmury, przepych, bogactwo...
    Supermarket, a nie świątynia. Tu obrazek, tu woda święcona, tu różaniec:
    idziesz przez supermarket z krzyżami. Wszystko wielkie, monumentalne,
    przygniatające, a obok nędza i furmanki. To przez takie podejście do Boga i
    religii trzeba potem sprzedawać kościół w Berlinie [tamtejsza zadłużona
    archidiecezja zdecydowała się ostatnio na sprzedaż kilku świątyń - red.].

    Kościół powinien być miejscem, gdzie można szukać nadziei i odzyskać wiarę.
    Powinien być miejscem, do którego uciekam, a tymczasem stał się miejscem, z
    którego uciekam. Nie poszedł w stronę Tischnera, tylko w stronę opasłego
    proboszcza o ciasnych horyzontach myślowych. Kiedyś dla Kościoła
    reprezentatywny był KIK, ale teraz ten nurt katolicyzmu to underground. A w
    pierwszych ławkach zasiadają raczej dawni aktywiści partyjni. Przykładem mój
    były dyrektor ze szkoły. W 1979 r. przywiozłem sobie z Loreto krzyżyk z Matką
    Boską Loretańską. Kiedy zobaczył, że go noszę, wezwał mojego ojca i
    stwierdził, że to jest szkoła socjalistyczna i nie będzie tolerował w niej
    żadnych guseł. Dzisiaj szanowny pan dyrektor jest w radzie parafialnej, za to
    ja mam do Kościoła drzwi zamknięte, bo nie można mi darować, że napisałem
    piosenkę “ZChN zbliża się”.

    Na marginesie: ciekaw jestem, gdzie w tym wypadku jest chrześcijańskie
    przebaczenie. Może rzeczywiście jestem czarną owcą, co nie znaczy jednak, że
    jestem owcą “złą” - raczej inną. A być może moja wełna też jest Panu Bogu
    czasem potrzebna do jakiś wzorków. Na pewno jednak nie jestem baranem. A idąc
    dalej za tą metaforą - uważam, że w Kościele jest wielu kiepskich pasterzy,
    którzy myślą jedynie o tym, jak opchnąć mięcho i gdzie sprzedać dobrze wełnę.

    - Ale Kościół to nie tylko duszpasterze. W olbrzymim stopniu od nas samych
    zależy, jakie będą nasze wspólnoty. Odcinając się, odbieramy sobie wpływ na
    ich kształt.

    - Ale ja się wcale nie odcinam! Niedawno na zaproszenie mojego kolegi księdza
    byłem na trzygodzinnym spotkaniu z młodzieżą. Rozmawialiśmy o wierze, o Bogu
    i muzyce. Tylko że ten mój kolega ksiądz ma wyjątkowo światłego proboszcza.
    Wybacz, ale po tym ostracyzmie, jaki spotkał mnie i moich bliskich w naszej
    parafii, czuję, że drzwi Kościoła zostały dla mnie zamknięte. I na siłę
    forsować ich nie mam zamiaru. Nie pójdę też do kościoła, w którym z figury
    Jezusa kapie złoto. Moje miejsce jest raczej w przydrożnej kapliczce, w
    Kościele, o którym tak pięknie pisze ks. Jan Twardowski w tomiku “Nie
    przyszedłem pana nawracać”. To jest właśnie mój Kościół: żyjący duchem
    prostoty, pokory, skromności, pełen ciepła, miłości, dający poczucie
    bezpieczeństwa i budzący zaufanie. Kościół-schronienie.




    Strona 2 z 2 • Zostało znalezionych 94 wypowiedzi • 1, 2

    Design by flankerds.com